Obserwuj nas

Newsy

Bunting nadal kuloodporny! Nerwy Nijmana, pech Sosinga

Szósty dzień rywalizacji mistrzostw świata PDC przyniósł zarówno sporo emocji, jak i kilka rozczarowań. Po pierwszym meczu publika mogła odczuwać nudę, ale szybko została sowicie wynagrodzona przez jednego ze swoich nowych ulubieńców – Camerona Carolissena. Potem z rywalizacji wycofał się Sandro Eric Sosing, ale na sam koniec zrekompensował ta wszystko Stephen Bunting.

Źródło: Simon O'Connor/PDC

Kawa pilnie poszukiwana

Na początek piątkowego popołudnia stanęli naprzeciw siebie debiutujący w Ally Pally Alexander Merkx oraz wracający na MŚ po 6 latach przerwy Stephen Burton. W pierwszym secie większość legów miała podobny przebieg. Holender jako pierwszy docierał do podwójnych, grając na punktacji lepiej od rywala (może to dzięki lotkom Krzysztofa Ratajskiego?). Tam spędzał sporo czasu, ale finalnie domykał partie zanim Anglik odrobił straty.

W drugim wydawało się, że triumf Merkxowi przyjdzie jeszcze łatwiej. Pierwsze dwa legi zamknął gładko, sprawiając wrażenie że poradził sobie z demonami, podczas gdy Burton nadal cierpiał na brak potrójnych i pudłowane sektory. Mając lotki setowe jednak znów musiał się mocno namęczyć. W ostatecznym domknięciu pomógł mu także przeciwnik, któremu tego dnia nie wychodziło niemalże nic.

Więcej emocji, choć nadal niezbyt wiele, dostarczył dopiero trzeci set. W pewnym momencie wydawało się, że Burton jakby się obudził i dopiero dotarł na mecz. Nie potrafił jednak ustabilizować formy i Merkx wykorzystywał otrzymywane prezenty. Finalnie panowie rozegrali decydującego lega, a tam Holender jako pierwszy dotarł do podwójnych i tym razem skrzętnie skorzystał z szansy. Jako jedyny chyba może być po tym meczu zadowolony, gdyż samo spotkanie stało na bardzo słabym poziomie, a publika najbardziej ożywiła się, gdy realizator pokazał zasiadającego wśród nich… Eda Sheerana.

Teraz za to melisa

Szansa na poprawę poziomu nadeszła na szczęście niebawem. Może Cameron Carolissen przystępował do meczu w roli ciekawostki i dużej niewiadomej, ale po Wesselu Nijmanie kibice mogli spodziewać się fajerwerków. Te dostarczył od razu, zamykając pierwszego lega w niekonwencjonalny sposób z wysokości 139 oczek. Zwycięstwo 3:0 w secie nie było jednak usłane różami. Dość powiedzieć, że Południowoafrykańczyk miał aż 10 szans na podwójnych, ale wszystkie je zmarnował.

Tę passę przerwał dopiero w połowie drugiej partii. Połączenie tego ze świetną od samego początku punktacją pozwoliło mu odpierać ataki rozpędzającego się rywala i doprowadzić aż do decidera, gdzie miał nawet lotkę na wagą zwycięstwa. Nie udało mu się jednak utrzymać nerwów na wodzy i to solidnie zamykający Holender był już o krok od awansu do kolejnej rundy.

Mimo to, droga cały czas wiodła pod górkę zamiast z niej. Nijman był momentami sfrustrowany tempem rzutu rywala, co skutkowało serią zmarnowanych podwójnych w drugim legu. Zawodnicy jakby zamienili się rolami i tym razem to Carolissen wykorzystywał błędy przeciwnika. Najpierw dzięki temu zmniejszył straty do jednego seta, a kolejnego zaczął od razu od przełamania. I choć utalentowany młodzieniec miewał raz po raz przebłyski, to fenomenalny tego dnia na potrójnej dwudziestce reprezentant RPA zabrał nas do piątej partii.

Jeden z cichych faworytów już na samym starcie stanął zatem na skraju przepaści. W decydującym secie gra toczyła się leg za leg. The Javelin był niemalże nieomylny na sektorach i grał niczym Jonny Clayton u szczytu formy (ponad 25 kolejek 100+ i 20 kolejek 140+). Nijman utrzymywał jednak tempo przy swoich otwarciach, a w odpowiednim momencie znalazł zapasy formy na punktacji i przełamał rywala w decydującej partii. To on awansował dalej, ale Carolissen zostawił po sobie świetne wrażenie i kilka rys na psychice rywala.

Oraz mleko z miodem

Gdy emocje po poprzednim meczu zdążyły już opaść, dotarła do nas bardzo przykra wiadomość: z powodów zdrowotnych z meczu z Ianem White’em wycofać się musiał Sandro Eric Sosing. Filipińczyk nie mógł zatem poprawić wyniku z poprzedniego roku, gdzie w pierwszej rundzie uległ Lee Evansowi 3:0. Zgodnie z regulaminem mecz został zatem rozstrzygnięty z automatu na korzyść The Diamonda. Dzięki temu mógł szybciej rozpocząć przygotowania do kolejnego spotkania, w którym naprzeciw niego stanie Ritchie Edhouse.

A na podwieczorek, Brytyjska herbata

Z uwagi na powyższe Stephen Bunting oraz Kai Gotthardt musieli znacznie przyspieszyć swoją rozgrzewkę. Publika zapewne cieszyła się, że w końcu zobaczy jednego ze swoich ulubieńców. Doping dla Bulleta słychać było już od momentu pojawienia się na scenie. Niemiec nie zamierzał jednak również kłaniać się rywalowi w pas i zaczął mecz “z wysokiego C”. W samym pierwszym secie rzucił aż trzy maksy, ani razu nie spudłował podwójnej i coraz wyraźniej w powietrzu czuć było kolejną tegoroczną sensację.

ZOBACZ TEŻ
Van Gerwen wycofał się z Premier League w Berlinie. Holender doznał kontuzji

Energia ta poniosła Kaia od razu do przełamania na start drugiej partii. Bunting nie grał źle – notował lepsze punktacyjnie kolejki, zamykał także dość sprawnie. Wygrał dwa kolejne legi i dość pewnym krokiem szedł po wyrównanie. Ostatecznie uzyskał je, ale dopiero po nerwowej końcówce. Gotthardt nieoczekiwanie zmarnował trzy lotki na podwójnej, Anglik pokazał jak w takich momentach liczy się doświadczenie, i mecz zaczął się niejako od nowa.

Wydarzenie to wyraźnie złamało Niemca. Kolejny set to już ekspresowa przeprawa Bulleta stosunkiem 3:0. Aby całkowicie zabrać rywalowi marzenia, na start kolejnego zamknął pierwszy ponad stupunktowy finisz i do końca nie oddał rywalowi już żadnego lega. Zamiast emocjonującej burzy otrzymaliśmy zatem lekką mżawkę. Fani Anglika jednak zdecydowanie z takiego rezultatu mogą się cieszyć.

Mistrzostwa świata PDC – wyniki 6. dnia turnieju:

Sesja popołudniowa:

:england: Stephen Burton (75,63) 0:3 ?? Alexander Merkx (78,41)

?? Wessel Nijman (94,83) 3:2 ?? Camerol Carolissen (95,90) 

:england: Ian White (-) 3:0 ?? Sandro Eric Sosing (-) 

:england: Stephen Bunting (92,12) 3:1 ?? Kai Gotthardt (89,40)

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Maksymalny rozmiar przesyłanego pliku: 2 GB. Możesz przesłać: zdjęcie, audio, video, dokument, etc. Linki do YouTube, Facebooka, Twittera i innych serwisów wstawione w tekście komentarza zostaną automatycznie osadzone. Drop files here

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama