Obserwuj nas

Newsy

Asp jest wielki! Nowy król w Zimowych Ogrodach

Za nami 30. edycja World Matchplay! Było ich 32 – w blasku chwały skończył tylko jeden – i to w iście mistrzowskim stylu, nie pozostawiając rywalowi żadnych złudzeń. Wielki finał zakończył się wygraną Nathana Aspinalla nad Jonnym Claytonem aż 18-6.

Źródło: Taylor Lanning/PDC

Złudny początek

Oglądając spotkanie od startu, można było odnieść wrażenie, że gracze pokuszą się o wykorzystanie pełnego dystansu. Już w początkowej partii Aspinall pokazał klasę i uraczył nas checkoutem ze 110, a następnie, mimo mniejszych i większych szans na przełamania, obaj do pierwszej przerwy konsekwentnie trzymali się wygrywania legów, które rozpoczynali. Mecz zaczął się tak, jak się zapowiadał – było wyrównanie i na wysokim poziomie. Panowie zeszli ze sceny przy wyniku 3:2 dla Anglika.

Schemat ten pożegnaliśmy jednak już w szóstym legu, wtedy Clayton nie wykorzystał ustawienia na zakończenie z 60 i pozwolił się przełamać drugim tego wieczoru finiszem powyżej 100 punktów. Walijczyk, choć mocny na dystansie, cierpiał przy doublach. Dzięki temu Asp, mimo odrobinę słabszej gry na dystansie, dostawał sporo szans i doskonale wiedział, co z nimi zrobić. W siódmej partii Ferret odłamał jeszcze przeciwnika, kończąc 141 i w takiej wyrównanej walce na utrzymywanie “swoich” legów, trwaliśmy aż do stanu 6-5 – wtedy to Anglik rzucił swojego pierwszego maxa – i bezlitośnie zgasił rywala.

Absolutny pogrom

Powiedzieć, że potem zrobiło się jednostronnie, to niemal tak, jak nic nie powiedzieć. Posługując się piłkarską analogią, można rzec, że Aspinall był Niemcami, a Clayton Brazylią, z pamiętnego meczu w Belo Horizonte.

Z 6-5 zrobiło się 16-5. Dwie sesje z rzędu wygrane do zera, sprawiły, że Asp mógł wręcz wybrać sobie moment, w którym przypieczętuje zwycięstwo, bo nie było opcji, by wypuścił je z rąk – po prostu grał swoje. Walijczyk przy tym był bezradny, przegrywał kolejne legi, nie mając nawet okazji spróbować swoich sił przy stosunkowo prostszym checkoucie – podchodził do 140, 161, 102, wciąż bezskutecznie. Prócz bardzo słabej skuteczności przy końcowych wartościach, zdecydowanie osłabł też na dystansie, niejednokrotnie pozwalając rywalowi na kończenie prostych wartości w sześciu lotkach, nie wywierając żadnej presji.

Kiedy przy stanie 10-5 udało mu się sprowadzić licznik do 40 i można było spodziewać się drobnego zwrotu akcji, Aspinall wyciągnął asa z rękawa i mimo fatalnych kolejek na początku partii, zakończył ją checkoutem 170! Potem było już tylko gorzej dla Jonny’ego. Raz nie skończył 81, następnie 80, a pod koniec swoich męczarni jedynym co potrafił wyciągnąć z ustawienia 52, było zejście do 16. Choć to nie on wygrał, to większość meczu można opisać wspominając jego zmagania, bo Asp musiał zwyczajnie nie zarazić się od przeciwnika słabą formą i stabilnie robić swoje, co wystarczyło tego wieczoru na zawodnika z Walii. Właśnie to zaprezentował wygrany – spokojną, poukładaną grę. Wykorzystywał problemy rywala oraz pewnie kontrolował spotkanie, rozkręcał się razem z przebiegiem starcia i pokazał, że jest w formie. To był po prostu jego bardzo dobry mecz!

Kiedy kwestia zwycięzcy stała się jasna, można było zaobserwować, że panowie dobrze bawią się przy tarczy, a Clayton swoimi firmowymi spojrzeniami i wymownymi minami, prezentowanymi w stronę kamery, wywoływał sympatyczne reakcje ze strony widowni. Co innego pozostało jednak zawodnikowi przegrywającemu aż 5-16 niż dać trochę śmiechu sobie i fanom.

Spokojne zakończenie

Jedenaście legów różnicy pozwoliło graczom na kompletny luz pod koniec meczu. Ferret na moment wrócił do gry, by zdobyć szósty punkt, co udało mu się, choć nie było łatwo. Próbował zakończyć 154, 58, a sukces przyniosło dopiero podejście do 10 punktów. Na koniec Aspinall bez większego pośpiechu wygrał “swoją” partię na 17-6 i już w kolejnej, również w iście żółwim tempie – bo w 21 lotkach – przypieczętował zwycięstwo w całym turnieju wynikiem 18-6.

Jak pokazuje przebieg meczu, był to zdecydowanie najprostszy pojedynek w tym turnieju dla Anglika, jak i oczywiście również najgorszy dla Walijczyka.

Asp zakończył starcie ze średnią 96,21 i skutecznością na podwójnych 45%. Clayton natomiast osiągnął 93,56, przy wyniku na doublach wynoszącym zaledwie 24%.

Aspinall, dla którego był to drugi po UK Open 2019, wygrany turniej na dużej scenie PDC, opuści Winter Gardens bogatszy o 200 tys. funtów i wymarzony puchar Phila Taylora. Dzięki tej wygranej awansował również na 5. miejsce w światowym rankingu.

Co dalej?

Po zakończeniu World Matchplay na następny turniej telewizyjny będziemy musieli zaczekać do 4 i 5 sierpnia, kiedy to najlepsi zawodnicy, w ramach eventu World Series of Darts, wezmą udział w New Zealand Darts Masters.

2 komentarze

1 Komentarz

  1. Fan Ratajskiego

    Fan Ratajskiego

    24 lipca, 2023 o 16:43

    Brawo Asp! Osobiście stawiałem na Claytona, ale kto mógł przewidzieć, że przy stanie 5-5 przestanie grać.

    • Robert Biskupski

      Robert Biskupski

      26 lipca, 2023 o 11:30

      no tego nie dało się przewidzieć… wydaje się, że na tym poziomie to jest wręcz niemożliwe. A jednak…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Maksymalny rozmiar przesyłanego pliku: 2 GB. Możesz przesłać: zdjęcie, audio, video, dokument, etc. Linki do YouTube, Facebooka, Twittera i innych serwisów wstawione w tekście komentarza zostaną automatycznie osadzone. Drop files here

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama