Newsy
„No gdzie ja, a gdzie PDC?”. Ksenia Woran o debiucie w Women’s Series
Jeszcze niedawno sam pomysł występu w turnieju organizowanym przez PDC wydawał jej się szaleństwem. W drugi weekend października nie tylko zadebiutowała w Women’s Series, ale także stanęła przy tarczy naprzeciwko jednej z najbardziej rozpoznawalnych darterek świata.

Choć występ w turnieju organizowanym przez PDC jest marzeniem wielu darterów, Ksenia Woran długo nie wierzyła, że rzeczywiście zdecyduje się na taki krok. Co ciekawe, pomysł wyjazdu do Wielkiej Brytanii wcale nie wyszedł od niej samej. – Myślę, że każdy, kto gra w darta, gdzieś głęboko w sercu chce wystąpić w PDC. Pierwszą osobą, która wyszła z tym pomysłem, był mój darterski syn, Patryk Redlin. Wtedy byłam przekonana, że oszalał. No gdzie ja, a gdzie PDC! – wspomina Woran.
Patryk nie dawał jednak za wygraną i co kilka tygodni wracał z pytaniem, kiedy wreszcie wybierze się na Women’s Series. Przełom nastąpił dopiero po debiucie Karoliny Kurpińskiej. – Spotkałam Karolę na turnieju po jej debiucie i wtedy wstępnie umówiłyśmy się, że dołączę w październiku.
Przed wyjazdem Woran nie zamierzała nakładać na siebie przesadnej presji. Udane występy w Pucharze Polski i mistrzostwach Siedlec pozwoliły jej wprawdzie nabrać pewności siebie, ale cel na premierowy weekend był przede wszystkim jeden: pokazać własną grę i nie dać się sparaliżować emocjom. – Jechałam z nastawieniem… przepraszam, że tak nieładnie, ale żeby się nie zesr*ć. Po prostu zagrać swoje – przyznaje ze śmiechem.
Pierwszy leg, ogromny niedosyt i problemy z markerem
Pierwszy mały sukces przyszedł błyskawicznie. Woran marzyła o wygraniu choćby jednej partii i dokonała tego już w swoim premierowym legu w PDC. – Bardzo chciałam wygrać chociaż jednego lega, co załatwiłam w pierwszym swoim meczu. Do tego w pierwszym legu tego meczu! Jestem z siebie bardzo dumna.
Drugiego dnia pojawiła się nawet szansa na odniesienie pierwszego zwycięstwa. Polka miała do dyspozycji lotki meczowe, jednak ostatecznie musiała pogodzić się z porażką. Jak sama przyznaje, na przebieg spotkania duży wpływ miały również problemy z osobą prowadzącą punktację. – Zdarzyło się kilka podejść, kiedy musiałam podpowiedzieć markerowi, ile punktów mam w tarczy. Kiedy zamykałam na podwójnej, nie ruszał się, żeby wpisać wynik i musiałam dopytywać, czy na pewno trafiłam, czy tylko wydaje mi się, że widzę lotkę w samym środku doubla.
Sytuacja stała się szczególnie uciążliwa podczas spotkania, w którym Woran była bliska zwycięstwa. – Kiedy wydało mi się, że źle policzył moje punkty, zaczęłam obserwować również grę przeciwniczki, sprawdzając, czy wszystko się zgadza. Później okazało się, że faktycznie odjął mi dwa punkty za dużo. To był koniec. Byłam już rozkojarzona, zaczęłam się stresować i myślę, że właśnie to mnie zgubiło.
Początkowo Polka próbowała przekonywać samą siebie, że mimo wszystko powinna być zadowolona ze swojego występu. Emocje okazały się jednak silniejsze. – Po meczu starałam się sobie wmówić, że jestem szczęśliwa. Ale nie dało się ukryć, że byłam bardzo smutna. Po zaakceptowaniu porażki, mimo wielu zmarnowanych lotek meczowych, zrozumiałam, że niedosyt pozostał. I to jeszcze jaki!
Woran nie zamierza jednak długo rozpamiętywać tej sytuacji. Traktuje ją przede wszystkim jako cenną lekcję na przyszłość.
„Ksenia Woran – Fallon Sherrock”. Marzenie, które stało się rzeczywistością
Gdyby przed wyjazdem ktoś powiedział Kseni, że podczas swojego debiutanckiego weekendu zmierzy się z Fallon Sherrock, prawdopodobnie nie uwierzyłaby w taki scenariusz. A jednak! – O. Mój. Boże. Nadal w to nie wierzę! Gdyby tego meczu nie obserwowali mój narzeczony Albert, Karola Kurpińska i jej partner Wiktor, a później nie potwierdzili mi, że faktycznie stanęłam przy tarczy z Fallon Sherrock, nadal byłabym przekonana, że to tylko wytwór mojej wyobraźni!
Co ciekawe, jeszcze przed wyjazdem Woran otwarcie mówiła, że najbardziej chciałaby trafić właśnie na Sherrock lub Beau Greaves. – Zdawałam sobie sprawę, że losowanie przy kilkudziesięciu zawodniczkach nie przyjmuje próśb, skarg i zażaleń, ale miałam ogromną chęć. Manifestację uważam za udaną!
O możliwości takiego pojedynku dowiedziała się drugiego dnia zawodów. – Byłam pewna, że Albert ze mnie żartuje. Podeszłam do przypisanej tarczy, spojrzałam na wydruk drabinki i chwyciłam się za głowę. Ksenia Woran – Fallon Sherrock. To wyglądało tak potężnie!
Polka zapamiętała nawet najdrobniejsze szczegóły tego spotkania. – Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to jak cały boks wypełnił się zapachem jej perfum. I że ona jest prawdziwa! I że ja naprawdę będę teraz z nią grała!
Woran wspomina również nietypowo długą rywalizację o rozpoczęcie spotkania. Obie zawodniczki kilkukrotnie trafiały w zielony środek tarczy, przez co konieczne były kolejne próby. – Byłam w szoku, że dalej rzucamy do środka, a ja wyglądam na potężną zawodniczkę! – żartuje.
Choć ostatecznie pojedynek zakończył się zwycięstwem Sherrock, dla Polki było to bezcenne doświadczenie. Tym bardziej że nie zabrakło okazji do urwania partii jednej z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek na świecie. – Aktualną traumą deblową jest D5, którego tak bardzo zabrakło mi do urwania lega Sherrock. I to właśnie ten double będzie ofiarą następnego treningu!
„Wiem, że jestem w stanie przejść pierwszą czy drugą rundę”
Debiut w Women’s Series pozwolił Woran nie tylko spełnić jedno z darterskich marzeń, ale również przekonać się, jak w praktyce wygląda rywalizacja na międzynarodowym poziomie.

Jednym z największych zaskoczeń okazała się atmosfera panująca na hali.
– Cisza! Mimo 86 zawodniczek, z których część miała jeszcze osoby towarzyszące, na hali panowała absolutna cisza, poza spokojnymi rozmowami ludzi przy stołach. Cieszę się, że byłam na to przygotowana, bo wcześniej wspomniała mi o tym Karolina Ratajska.
Co istotne, występ przeciwko Sherrock nie podciął Polce skrzydeł. Wręcz przeciwnie – pokazał, że nawet najlepszym zdarzają się słabsze momenty. – Mecz z nią podbudował moją pewność siebie. Zobaczyłam na żywo, że te lepsze zawodniczki również mają gorsze momenty na punktacji i przy zamknięciach.
Woran wraca więc z Wigan z jasno określonymi celami. Przed kolejnym sezonem chce przede wszystkim poprawić skuteczność na podwójnych i ustabilizować punktację. – Wracam z przekonaniem, że jestem w stanie przeskoczyć pierwszą czy drugą rundę. Następny sezon zaczyna się dopiero zimą, więc mam dużo czasu na pracę nad formą.
Zawodniczka poprosiła nas również o przekazanie podziękowań całej polskiej ekipie, a przede wszystkim swojemu narzeczonemu Albertowi, Karolinie Kurpińskiej, jej partnerowi Wiktorowi oraz Karolinie Ratajskiej.
A my mamy nadzieję, że to dopiero początek jej przygody z Women’s Series. Bo skoro udało się spełnić marzenie o występie w PDC, a nawet stanąć naprzeciwko Fallon Sherrock, to dlaczego nie miałoby się udać zrobić kolejnego kroku?
Patryk, pomożesz? 😉 albo Prawda, Patryk? 🙂 albo Patryk, pomożesz w razie co?
nie wiem, ktore zakonczenie lepsze.

















































