PDC
Świąteczne TOP5 z ŁND: wygrani i przegrani pierwszych rund MŚ
Ledwo kurz zdążył opaść, talerze i półmiski trafić do zmywarek, a już trzeba wszystko zastawiać na nowo. Świąteczna przerwa od mistrzostw świata dobiega końca i od piątku czeka nas dalszy ciąg darterskiej uczty. Aby jeszcze zaostrzyć apetyty, warto ponownie przetrawić to, co do tej pory miało miejsce.

Jaka może być lepsza okazja na przywrócenie formatu Top 5 z ŁND, niż budowanie nowej tradycji. W zeszłym roku, korzystając z kilku dni oddechu pomiędzy zmaganiami 2. i 3. rundy pokusiliśmy się o ocenę, kto do tamtej pory najwięcej zyskał, a kto stracił. Tegoroczny turniej pod tym względem jest chyba jeszcze trudniejszy do podsumowania. Choć mnóstwo grania jeszcze przed nami, byliśmy już świadkami wielu pięknych historii oraz przykrych rozczarowań. Które z nich najbardziej zapadły nam w pamięć?
TOP5 przegranych
5. Fani stawiający na faworytów
Wielu miłośników darta, przy okazji oglądania go, korzysta z okazji i liczy na łut szczęścia, który pomógłby odbudować nadszarpniętymi kupionymi prezentami budżet. Jeżeli jednak w tym roku ktoś postanowił pójść po linii najmniejszego oporu i bezpiecznie typować do zwycięstwa faworytów, mógł potrzebować na uspokojenie czegoś mocniejszego niż kompot z suszu. 18/32 – tylko tylu rozstawionych przeszło drugą rundę. Jak niecodzienne to wydarzenie pisaliśmy już w osobnym artykule. Z uwagi na to kibice zajmujący się bukmacherką nie tylko stracili zakłady, ale i w przyszłości zapewne zastanowią się dwa razy, czy postawili na “właściwego konia”. Cóż, taki tego urok. Pocieszającą za to wydaje się wizja, że dzięki temu gdzieś na świecie kilku wiernych fanów “underdogów” zabrało właśnie rodzinę na wystawny świąteczny obiad.
4. Mickey Mansell
Wracając do graczy, biedny Mickey Mansell drugi rok z rzędu znalazł się w tym zestawieniu. Znów wskutek bardzo podobnego scenariusza. Rok temu po decydującej partii musiał uznać wyższość Brendana Dolana. Jak więc musiał się czuć teraz, gdy w finałowym secie licznik legów znów wskazywał 5:5 i to ponownie nie on rzucał do tarczy jako pierwszy. Irlandczyk miał prawo oczekiwać, że spotkanie rozstrzygnie się wcześniej. Za każdym razem jednak gdy był już blisko linii mety, Jonny Clayton znajdował fenomenalny finisz. To także on lepiej utrzymał nerwy na wodzy w deciderze. Clonoe Cyclone ma więc dwa wyjścia za rok: albo do trzech razy sztuka, albo musi wziąć sprawy w swoje ręce wcześniej.
CLAYTON FORCES A TIE-BREAK!
Jonny Clayton has come back off the canvas here!
The Welshman takes out a crucial 114 on tops to keep his World Championship hopes alive!
? https://t.co/pIQvhqYxEj#WCDarts | R2 pic.twitter.com/bKe00kQeA8
3. Cameron Menzies
Przed mistrzostwami wielu kibiców upatrywało w nim czarnego konia. Niestety, ponownie otrzymali jedynie rozczarowanie, opatrzone dodatkowo współczuciem, gdy Szkot pod koniec spotkania zaczął ronić na scenie łzy. Oczekiwania w tym roku były niezwykle wygórowane. Kapitalna gra w rozgrywkach podłogowych, pierwszy ćwierćfinał dużego turnieju. Mecz z Leonardem Gatesem miał być konfrontacją dwóch wyrazistych osobowości, a skończyło się na dobrze znanej szarudze. Co prawda publika w Ally Pally dołożyła do tego cegiełkę, ale jest to jasny komunikat. Cammy potrzebuje wsparcia psychologa jak nikt inny w tourze. Żal bowiem patrzeć, jak talent tego kalibru przegrywa z psychiką.
2. Niko Springer
Debiut w mistrzostwach świata to nie lada przeżycie. Czego więc można sobie życzyć więcej niż prawie 100-punktowej średniej i siedmiu maksów? Odpowiedź brzmi: szczęścia w losowaniu. Springer trafił bowiem w pierwszej rundzie na Scotta Williamsa, który w Ally Pally ostatnio gra darta wprost z kosmosu. Anglik postawił niesamowicie trudne warunki i to on awansował dalej. Ciężko mieć o cokolwiek do młodego Niemca pretensje. Może tylko o skuteczność na zamknięciach. 23% w tym aspekcie brutalnie zakończyło przygodę z turniejem. Szkoda o tyle większa, że styl gry Springera jest niezwykle atrakcyjny i na nudę w jego meczach na pewno nie moglibyśmy narzekać. Pozostaje liczyć, że zagości w telewizji na dłużej.
WHAT A WIN FOR WILLIAMS! ?⚫️
— PDC Darts (@OfficialPDC) December 19, 2024
After losing the first set, Scott Williams digs deep to beat young German Niko Springer 3-1!
What a game that was ?
? https://t.co/pIQvhqYxEj#WCDarts pic.twitter.com/qsxbXDjMiF
1. Michael Smith
Triumfator tego niechlubnego zestawienia nie mógł być inny. Bully Boy dzielnie walczył w starciu z Kevinem Doetsem, ale porażka i tak spadła na niego jak grom z jasnego nieba. Niesie ona za sobą dramatyczne konsekwencje. Smith bronił bowiem w Ally Pally pieniędzy zdobytych przed dwoma laty, kiedy to został mistrzem świata. Porażka już w drugiej rundzie skutkuje negatywnym bilansem w wysokości aż… 485 tys. funtów. W aktualizowanym na bieżąco rankingu PDC Anglik spadł na 15. miejsce. Trudno opisać to innym słowem niż “katastrofa”. Dochodzi do tego także aspekt mentalny. Smith od dawna przeżywał w telewizji ciężkie chwile, notując więcej rozczarowań niż udanych prób walki o trofea. Nie sposób przewidzieć, jak ta sytuacja wpłynie na jego karierę. Fani zaczęli nakreślać scenariusze, w których to traci całkowicie motywację, powoli odsuwając się na darterskie peryferia. Strata gracza takiego kalibru, w młodym jak na tę dyscyplinę wieku, byłaby niepowetowana.
TOP5 wygranych
5. Sweeting, van Leuven, Kist
Czasami trzeba wziąć przykład ze Świętego Mikołaja i wrzucić wszystkich do jednego worka. W tym przypadku nosi on nalepkę z napisem “szczęśliwi przegrani”. Każde z nich znalazło się w nim jednak z innej przyczyny. Noa-Lynn van Leuven przyjeżdżała do Ally Pally z duszą na ramieniu. Publika była jednak dla niej sympatyczna, co sama zawodniczka doceniała w pomeczowych wywiadach. Christian Kist do domu wrócił może wcześnie, ale za to bogatszy o 60 tys. funtów. Jako jedyny bowiem do tej pory zamknął lega dziewiątą lotką. Największym moralnym zwycięzcą jest bezdyskusyjnie Rashad Sweeting. Debiutant z Bahamów skradł serca kibiców i na stałe zapisał się w galerii sław mistrzostw świata. Co więcej, dzięki sponsorowi Paddy Power, który w ramach docenienia osiągnięć gracza (a konkretnie rzucenia maksa w nietypowym momencie, który wzbogacił fundusz przeznaczony na walkę z rakiem prostaty) opłacił mu koszty podróży do Londynu i z powrotem. Panie Sweeting, wszyscy mamy nadzieję, że widzimy się za rok!
4. Ricky Evans
Mało kto dodaje mistrzostwom świata tyle kolorytu co Ricky Evans. Co roku bawi nas wejściami, roztaczając wśród publiki aurę szczęścia. Widać, że sama obecność w Ally Pally sprawia mu radość. W tym roku dodał do tego jeszcze kapitalne wyniki. Zwycięstwo nad Dave’em Chisnallem po niezwykle ekscytującym meczu nie tylko pokazało, że potrafi zapanować nad nerwami w decydujących chwilach. Pozwoliło mu także awansować do trzeciej rundy, w której zmierzy się z Robertem Owenem. Jest to zatem realna perspektywa na najlepszy wynik Rapida w tej imprezie. W pomeczowym wywiadzie jowialnie stwierdził, że doping kibiców “uczynił bardzo grubego faceta bardzo szczęśliwym”. Z przyjemnością stwierdzamy, że to działa w dwie strony!
EVANS WINS ONE OF THE GREAT SECOND ROUND TIES!!! ?
— PDC Darts (@OfficialPDC) December 23, 2024
It's an absolute epic in the penultimate game before Christmas, as Ricky Evans holds his nerve to beat Dave Chisnall in a sudden death leg.
Ridiculous darts ?
? https://t.co/ItCofNEHJs#WCDarts pic.twitter.com/7M4h3yU46B
3. Paolo Nebrida
Pierwszy Filipińczyk w historii, który do Alexandra Palace wróci po świętach. To powinno mówić wszystko o osiągnięciu Nebridy. Skazywany na porażkę najpierw w meczu z Jimem Williamsem, a potem Rossem Smithem, pokazał, że nic nie robi sobie z łatki “underdoga”. Największą jego siłą okazały się podwójne. Jak przywołany wyżej Evans, on także może z optymizmem patrzeć na kolejny mecz. Jeffrey de Graaf jest bowiem jak najbardziej do pokonania. Poza tarczą Paolo popisał się również dobrym sercem. Zwycięstwo zadedykował m.in. Sandro Ericowi Sosingowi, który musiał wycofać się z turnieju przez problemy zdrowotne. Pocieszna twarz Nebridy będzie zatem towarzyszyć nam dłużej. Z ciekawostek: potencjalny mecz z Evansem może nas czekać już w ćwierćfinale.
2. Callan Rydz
Nie ma chyba w tourze gracza bardziej nieprzewidywalnego niż Callan Rydz. O jego psychice napisano chyba już wszystko. Sam jednak wiele razy udowadniał, że w najważniejszych momentach ona po prostu “nie dojeżdża”. Ten sezon był pod wieloma względami wręcz katastrofalny. Brak kwalifikacji do World Grand Prix i Matchplaya, a gdy już gdzieś w telewizji się pojawiał, rzadko wygrywał jakikolwiek mecz. Co więc robi w Ally Pally? Gra najlepszego darta od dawna. 107,06 z Romeo Grbavacem w pierwszej rundzie, aby w drugiej odprawić z kwitkiem jedną z sensacji tego sezonu, Martina Schindlera. Trzeba powiedzieć jasno: tak grający Rydz może pokonać każdego. Jedyne pytanie to jak poradzi sobie, gdy w końcu przyjdzie mu mierzyć się z większą presją. Do tej pory jednak warto delektować się każdym płynnym rzutem Riota.
1. Kevin Doets
Tu także nie mogło być inaczej. Czasem tak bywa, że przekleństwo jednej osoby dla drugiej bywa błogosławieństwem. W sporcie ta reguła ma zastosowanie nadzwyczaj często. Nikt nie może o tym powiedzieć więcej niż Kevin Doets. Rok temu musiał pocieszać się tym, że postawił Smithowi trudne warunki i zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Długofalowo jednak musiał spoglądać na poprzednie mistrzostwa z rozgoryczeniem. Kiedy więc los ponownie w tym roku postawił naprzeciw niego Bully Boya, wiedział, że musi się zrewanżować. Tak właśnie zrobił, po raz kolejny grając świetnego darta. Tym razem zszedł ze sceny jako zwycięzca. Jak sam stwierdził, było to dla niego “najlepsze uczucie w życiu”. Co więcej, może ostrzyć sobie zęby na kolejne wygrane. Nam, jako polskim fanom, ciężko to przyznać, ale w spotkaniu z Krzysztofem Ratajskim nie będzie stał na straconej pozycji. Poetycka klamra została już domknięta, największy kamień z serca zrzucony, także pozostaje nam mieć tylko nadzieję, że na tym Holender poprzestanie.
THIS IS WHAT IT MEANS! ?#WCDarts | @DoetsKevin pic.twitter.com/gz7m3OvhzV
— PDC Darts (@OfficialPDC) December 19, 2024
Mimo powyższego, można pokusić się o stwierdzenie, że największymi zwycięzcami jesteśmy my jako kibice. Przed nami nadal mnóstwo świetnego grania. Wisienką na torcie, czy też pierzynką na śledziu, byłaby na pewno długa przygoda Polskiego Orła, ale nawet gdyby ta się nie powiodła, w każdym meczu możemy oczekiwać wybitnego grania czy emocji do ostatniej lotki. A dla Was kto do tej pory najwięcej stracił oraz zyskał? Koniecznie dajcie znać w komentarzu!
