Obserwuj nas

Newsy

Players Championship 20: jubileuszowe zwycięstwo Luke’a Humphriesa. Polacy nadal bez formy

Tym razem niespodziewanego triumfatora nie było. Luke Humphries jako ostatni opuścił arenę w Barnsley, pokonując w finale Kevina Doetsa. Jeśli wliczyć do rachunku zawody Home Touru, dla Anglika to już dziesiąty zawodowy tytuł w PDC. Na przeciwległym biegunie byli dziś reprezentanci Polski, którzy łącznie odnieśli tylko jedno zwycięstwo.

Źródło: Professional Darts Corporation

Przesadzonym byłoby stwierdzenie, że Luke Humphries demolował dziś swoich przeciwników, ale też nie wskazalibyśmy meczu, w którym Anglik szczególnie drżałby o końcowy wynik. Od samego początku 28-latek był boleśnie konsekwentny w graniu na wysokich średnich. 6:3 z Boultonem, 6:4 z Jimem Williamsem, 6:4 ze Scottem Williamsem – wszystko na identycznych, 99-punktowych średnich.

Barierę stu punktów Cool Hand przekroczył wreszcie w spotkaniu 1/8 finału, gdzie rywalem był Ryan Searle. Heavy Metal postawił naprawdę trudne warunki, ale, podobnie jak w przypadku poprzedników, wystarczyło tylko na cztery legi. Kolejne spotkania były dla Humphriesa o wiele łatwiejsze. Jego późniejsi rywale – Michael Smith i Callan Rydz – ugrali łącznie… trzy partie.

Wbrew pozorom, znacznie trudniejszy dla byłego finalisty UK Open okazał się pojedynek finałowy, w którym niespodziewanym przeciwnikiem był Kevin Doets. Z jednej strony, Holender miał za sobą świetny dzień, a wcześniej wyeliminował Rossa Smitha, Gabriela Clemensa czy Mike’a de Deckera. Z drugiej – nie miał okazji rywalizować z graczem tak mocnym jak Humphries. W ostateczności Anglik wyszedł z tej batalii zwycięsko, choć nie zagrał tak spektakularnie jak w poprzednich spotkaniach, a Doetsowi oddał aż sześć partii. W ostateczności nikt nie ma jednak złudzeń, kto tego dnia był numerem jeden.

 

Znów stanęło na drugiej rundzie

Polacy opuścili dziś Barnsley Metrodome z jednym odniesionym zwycięstwem. To zanotował Krzysztof Ratajski, pokonując w pierwszej rundzie Adama Gawlasa. Warto zaznaczyć – to było naprawdę obiecujące spotkanie. 6:1, średnia 97 i – wreszcie – pewna gra na zamknięciach. Na nadziejach jednak się skończyło, bo te odebrał nam John O’Shea. Choć, będąc bardziej uczciwym, ten mecz Polish Eagle przegrał raczej sam ze sobą. Było 5:3, była realna przewaga dwóch przełamań, był słaby rywal, a w końcówce i tak czegoś zabrakło. Sprawa o tyle frustrująca, że wystarczyło zamknąć którykolwiek z dwóch ostatnich legów w 18 lotkach. Niestety, Irlandczyk wykorzystał pomyłki Polaka przy lotkach meczowych, przypieczętowując awans do trzeciej rundy.

Żadnego spotkania nie wygrał tym razem Krzysztof Kciuk. Z jednej strony – to nie wstyd przegrać z Gabrielem Clemensem, z drugiej – The Thumb znów nie przypominał siebie z pierwszej połowy cyklu podłogowego. 85-punktowe średnie, tak często ostatnio widziane, nie są nawet w pobliżu realnych możliwości Polaka. Tej przegranej szkoda o tyle, że German Giant zdecydowanie był do złapania, a ewentualne 750 funtów za przejście pierwszej rundy znacznie przybliżyłoby Kciuka do udziału w Players Championship Finals.

O niemiecką ścianę rozbił się także Radek Szagański. I to dosłownie, gdyż rywalem Polaka był Martin Schindler. Choć The Wall miewa ostatnio problemy ze złapaniem optymalnej dyspozycji, to z pojedynku z Szagańskim wyszedł zwycięsko, pokazując przy tym całkiem przyzwoity poziom. Radek miał swoje szanse – w pewnym momencie prowadził nawet 3:2 z przełamaniem – ale w drugiej części meczu wyraźnie osłabł na punktacji, pozwalając rywalowi na ucieczkę z wynikiem.

Dziś nie było czego świętować. Pozostaje liczyć na lepsze jutro.


Kto podmienił van Gerwena?

Kolejną niemiłą niespodziankę sprawił swoim kibicom Michael van Gerwen (9). Dla Holendra pojedynek z Grahamem Usherem nie był nawet falstartem – Mighty Mike po prostu pozostał w blokach startowych, przegrywając z zupełnie przeciętnym tego dnia rywalem. Los van Gerwena podzielił Jonny Clayton (8), choć Walijczyk, w przeciwieństwie do Holendra, nie ugrał dziś choćby jednego lega.

Z zupełnie innej niż wczoraj perspektywy pokazał się Dave Chisnall (1). Wczorajszy finalista najwyraźniej wrócił do formy z Hildesheim, po raz kolejny odpadając już w pierwszym spotkaniu. Słabą dyspozycję potwierdził także Peter Wright (10), który już na start odpadł z Richiem Burnettem.

Niespodziankę in plus sprawił Jules van Dongen, pokonując w trzeciej rundzie Gerwyna Price’a (4). Choć Iceman prowadził już 5:3, Amerykanin zdołał odrobić straty, by później wygrać po deciderze.


Wyniki:

TOP 128: 🇵🇱 Radek Szagański (90,74) 4:6 🇩🇪 (15) Martin Schindler (95,33)

TOP 128: 🇵🇱 Krzysztof Kciuk (84,48) 4:6 🇩🇪 (24) Gabriel Clemens (86,76)

TOP 128: 🇵🇱 Krzysztof Ratajski (97,10) 6:1 🇨🇿 Adam Gawlas (88,10)

TOP 64: 🇵🇱 (20) Krzysztof Ratajski (87,08) 5:6 🇮🇪 John O’Shea (86,45)

————————————

Ćwierćfinały:

🇳🇱 Kevin Doets (96,86) 6:1 🇩🇪 (24) Gabriel Clemens (87,34)

🇧🇪 (28) Mike De Decker (90,22) 6:3 🇳🇱 Jermaine Wattimena (93,22)

🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (31) Callan Rydz (95,06) 6:5 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (7) Rob Cross (104,42)

🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (3) Luke Humphries (99,79) 6:2 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (11) Michael Smith (92,21)

Półfinały:

🇳🇱 Kevin Doets (91,08) 7:5 🇧🇪 (28) Mike De Decker (89,49)

🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (3) Luke Humphries (107,14) 7:1 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (31) Callan Rydz (97,78)

Finał:

🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 (3) Luke Humphries (94,79) 8:6 🇳🇱 Kevin Doets (92,97)

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Maksymalny rozmiar przesyłanego pliku: 2 GB. Możesz przesłać: zdjęcie, audio, video, dokument, etc. Linki do YouTube, Facebooka, Twittera i innych serwisów wstawione w tekście komentarza zostaną automatycznie osadzone. Drop files here

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama