Obserwuj nas

Newsy

„MvG chciał pokazać ci, że jest najlepszy. Littler tego nie robi”. Hood o różnicach między gigantami

Justin Hood wciąż czeka na spektakularny sukces w ProTourze i szczerze przyznał, że za mało trenuje. Anglik z bliska obserwuje jednak dominację Luke’a Littlera i nie ma wątpliwości, że ten nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości.

Justine Hood, fot. Kieran Cleeves / PDC

Finał, półfinał i trzykrotnie 4. runda  – to tegoroczny dorobek Justina Hooda w turniejach podłogowych. W rozmowie z Oche180 zwrócił uwagę, że jego ogólna dyspozycja pozwala mu regularnie rywalizować z czołowymi graczami. Jego bolączką wciąż pozostają kwalifikacje do turniejów European Touru. – Gram dobrze. Myślę, że w skali całego roku plasuję się w okolicach 15. czy 16. miejsca pod względem średnich. Osiągam wyniki powyżej 100 punktów. To solidny poziom” – przyznał, po czym dodał: – dopada mnie jednak syndrom „trzeciego dnia” podczas eliminacji. Mam z tym problem, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku to poprawię – lepszą dietą i po prostu dbaniem o samopoczucie. Trzy dni intensywnego grania z rzędu to dla mnie spore wyzwanie”.


Brak godzin przy tarczy

Podczas mistrzostw świata Hood zapowiadał, że zamierza podejść do kariery znacznie poważniej i zwiększyć obciążenie treningowe. Jak sam bez ogródek przyznaje, tych planów wciąż nie udało mu się zrealizować. – Nie zrobiłem tego, co powinienem. Gram nieco lepiej, bo po mistrzostwach zyskałem pewność siebie i większy spokój finansowy. Rywale podchodzą też do mnie z większym respektem niż rok temu, kiedy mało kto mnie znał. Wciąż jednak nie poświęcam na trening tyle czasu, ile należy. Mam nadzieję, że to przyjdzie.

Jak wskazał powodem bywa również napięty harmonogram cyklu PDC. – Ciągle jesteśmy w rozjazdach. Trenujemy i gramy podczas turniejów. Kiedy masz dwa lub trzy dni wolnego w domu, ostatnią rzeczą, na jaką masz ochotę, jest rzucanie do tarczy – przyznał.


Littler bez limitu

Szczególnie interesujące są spostrzeżenia na temat Littlera. Obaj znają się od dawna, a Hood obserwował dominację młodego rodaka jeszcze w czasach MODUS Super Series. – Nie ma granicy jego możliwości. Znam Luke’a od dawna. Myślałem, że po wejściu do ProTouru przyjdzie moment zderzenia ze ścianą i seria porażek – w końcu w MODUS wygrywał wszystko, a w PDC czekali na niego van Gerwen, Price czy Humphries. Spodziewałem się trudniejszych początków, tymczasem on od razu poczuł się tam jak ryba w wodzie i zaczął dominować – przyznał z podziwem i podzielił się negatywną z perspektywą rywali opinią: – niestety dla nas wszystkich, on ma w zanadrzu potencjał na podniesienie średniej o kolejne 10–15 punktów. Musimy próbować go pokonać, gdy gra w ten sposób, ale kiedy osiąga średnie na poziomie 110, czuję, że nie mam większych szans.


Aura dominatora: Littler vs Van Gerwen

Hood zauważył też, jak bardzo obecność Littlera zmieniła atmosferę za kulisami turniejów. – Luke różni się od Michaela. Nie wchodzi do sali z wielkim szumem i demonstracją swojej obecności. Po prostu przychodzi, robi swoje, siada, rozgrywa mecz i ogrywa każdego, kto przed nim stanie. Widać zmianę spojrzeń zawodników, gdy pojawia się w strefie graczy. To dokładnie ta sama aura, jaką miał van Gerwen w swoim szczytowym okresie. Różnica polega na tym, że Luke nie robi wokół tego hałasu – przemawiają za niego same lotki. U Michaela było podobnie, z jedną różnicą. Michael zawsze dawał ci wyraźnie odczuć, że jest najlepszy. Luke nie musi tego robić.

Dla Hooda dominacja jednego zawodnika nie jest nudna – wręcz przeciwnie, stanowi motor napędowy. – Uwielbiam, gdy na czele jest tak dominująca postać, bo to daje cel, do którego reszta chce dążyć. Kiedy wygrywa każdy po trochu, robi się wrażenie, że każdy może po to sięgnąć. Teraz naszym celem jest dorównać Luke’owi. Podobnie jest z Humphriesem. Uważam, że jest obecnie jedynym graczem na świecie, który regularnie może rzucić mu wyzwanie. – podsumował.


Scena w Alexandra Palace, a podłoga ProTouru

Hood, który debiutując na MŚ dotarł do ćwierćfinału, przyznał, że wielkie turnieje telewizyjne pasują mu bardziej niż zmagania podłogowe. – Podczas mistrzostw świata przygotowujesz się do jednego meczu, a na kolejny masz potencjalnie nawet tydzień przerwy. Na ProTourze grasz praktycznie co weekend. Kiedy wracam do domu na dwa dni, myślę sobie: za chwilę i tak znowu będę przy tarczy. Mistrzostwa świata są tylko raz w roku. Za każdym razem, gdy tam staję, chcę coś udowodnić. I w tym roku zrobię to ponownie. – zadeklarował.

 

0 0 głosy
Oceń artykuł!
Skomentuj
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama