Newsy
Wade: Anderson? Kiedyś punktował najlepiej, ale sądzę, że te czasy już minęły
James Wade zameldował się w ćwierćfinale World Grand Prix po zwycięstwie 3:1 nad Stephenem Buntingiem. Na pomeczowej konferencji prasowej odniósł się m.in. do geniuszu Gary’ego Andersona, brutalnej prawdy o presji na tarczy i własnej długowieczności w elicie PDC.

James Wade w ćwierćfinale WGP zagra po raz ósmy. Nie krył zadowolenia ze swojej postawy przy tarczy, podkreślając, że odprawił zawodnika światowej klasy. Przyznał jednak, że niespodziewaną ulgę i spokój przed meczem przyniosło mu obejrzenie wcześniejszego pojedynku. W nim dwukrotny mistrz świata, Gary Anderson, męczył się z Nielsem Zonneveldem. – To uświadomiło mi, że nawet wybitny gracz może mieć gorszy dzień. Pomyślałem sobie: „mój Boże, on też jest tylko człowiekiem”. To mnie niesamowicie uspokoiło przed wyjściem na scenę” – wyznał Wade, apelując jednocześnie o większy szacunek dla osiągnięć Szkota: – Gary to absolutna supergwiazda. Uważam, że ludzie powinni częściej zdejmować przed nim czapki z głów i doceniać to, czego dokonał.
„Najlepszy w historii, ale to już przeszłość”
Temat Latającego Szkota pojawił się również w odpowiedzi na pytanie o siłę punktowania rywali na przestrzeni dekad. Anglik nie miał wątpliwości, kogo postawić na szczycie. – Mówię to z pełną powagą, bo grałem przeciwko każdemu darterowi na świecie. Kiedy Gary Anderson był w szczytowej formie, był najlepszym punktującym zawodnikiem na globie. W stu procentach – stwierdził bez wahania Wade. Dodał jednak istotne zastrzeżenie: – myślę jednak, że te czasy już minęły. Nie sądzę, abyśmy kiedykolwiek znowu zobaczyli Gary’ego punktującego na takim poziomie. Ale w szczycie umiejętności? Był najlepszy. Jedyną rzeczą, która odróżniała go od ideału, były podwójne – na kończeniach Phil Taylor był po prostu odrobinę lepszy.

James Wade, fot. Kieran Cleeves / PDC
Brutalna walka z nerwami i etykieta „lenia”
Mimo że Wade utrzymuje się na szczycie od ponad dwóch dekad, przyznał, że presja i stres towarzyszące grze na wielkiej scenie bywają dla niego paraliżujące. – Strasznie się denerwuję, wręcz robi mi się od tego niedobrze. Często w ogóle nie mam ochoty tam stać, chcę po prostu, żeby to się jak najszybciej skończyło. Czy radzę sobie z tym lepiej niż inni? Nie wiem. To jest potwornie wykańczające psychicznie i po prostu okropne – powiedział.
Wade odniósł się również do swojego pojedynku ze Stephenem Buntingiem, pół żartem, pół serio diagnozując różnicę między nimi. – Stephen to tytan pracy, a ja jestem leniwy. Prawda jest taka, że patrząc na włożony wysiłek, to Stephen powinien ze mną wygrywać, bo haruje znacznie ciężej niż ja. Po ludzku było mi trochę nieswojo, ogrywając go na oczach jego rodziny i syna. Wielu graczy tak nie myśli, ale ja czuję się z tym dziwnie.
Ostatni z wielkiej ery
Anglik zapytany został o wspomnienia z dawnych lat – w tym starcia z Dennisem Priestleyem. Zwrócił uwagę na niezwykłą regularność. – Wszyscy zawodnicy z tamtych czasów są już na sportowej emeryturze, a ja wciąż tu jestem i nadal ogrywam młodzież. To wiele dla mnie znaczy. Dziś dart oferuje nam tak wielkie możliwości i nagrody finansowe, że grzechem byłoby nie chcieć być częścią tego świata – podsumował The Machine.
Rywalem Anglika w ćwierćfinale będzie Gian van Veen. Spotkanie zaplanowane jako trzecie w sesji. Mecze, których stawką będzie półfinał World Grand Prix 2026, rozpoczną się w piątek po godz. 20:00.

















































