Newsy
Dwie dekady Wade’a w Blackpool. „To wciąż mój ulubiony turniej”
James Wade debiutował w World Matchplay równe dwie dekady temu. Przez te dwadzieścia lat aż siedem razy meldował się w finale, ale tylko raz podniósł trofeum. Choć w ostatnim czasie rzadko błyszczy w blasku fleszy tak jasno jak największe gwiazdy darta, ma jedną supermoc: potrafi bezszelestnie, krok po kroku, skradać się na szczyt.

World Matchplay 2026 – najważniejsze informacje, terminarz i wyniki spotkań
Finał w debiucie
Zaledwie 23-letni James Wade w 2006 roku dopiero raczkował w wielkim świecie PDC, a już zdołał przebić się do World Matchplay. W tamtych czasach faworyt do zgarnięcia trofeum był tylko jeden – Phil Taylor. Nikt nie przypuszczał, że młody chłopak z Aldershot wejdzie do turnieju „z buta” i tak bardzo w nim namiesza.
Dał rywalom do myślenia już w pierwszej rundzie, pokonując Denisa Ovensa aż 10:1. W pierwszych trzech rundach w Blackpool mecze toczyły się pod jego dyktando. Przechodził przez kolejne etapy z bezpieczną i pewną przewagą.
Prawdziwe schody zaczęły się w półfinale z Rolandem Scholtenem. Ich pojedynek zamienił się w morderczy, 36-legowy maraton, z którego zwycięsko wyszedł Anglik. Taka przeprawa potrafi fizycznie i psychicznie wykończyć, a przecież w finale na Wade’a czekał już sam Taylor. Mało kto wierzył, że niedoświadczony 23-latek – dla którego sam awans do finału był już kosmicznym sukcesem – zdoła zatrzymać potężnego przeciwnika.
Sam finał był niezwykle zacięty aż do stanu 10:9 dla Taylora. Dopiero wtedy utytułowany mistrz wrzucił wyższy bieg i zamknął mecz wynikiem 18:11. Mimo porażki Wade’owi należały się gigantyczne brawa za to, jak długo dotrzymywał kroku legendzie. Wielu młodych zawodników na jego miejscu zjadłaby presja i ranga wydarzenia, on tymczasem udźwignął ten ciężar po mistrzowsku.
Pierwszy poważny triumf i… jeszcze więcej finałów
Na kolejną szansę zdobycia tytułu James Wade wcale nie musiał długo czekać – okazja nadarzyła się już w następnej edycji. Wszystko wskazywało na to, że kibiców czeka powtórka z rozrywki i kolejny finał z Taylorem. Od tego scenariusza uratował go jednak Terry Jenkins, który sensacyjnie odprawił The Powera w półfinale (17:11). Taki obrót spraw mógł nieco zdjąć presję z barków Wade’a. Oczywiście – Jenkins był rywalem z najwyższej półki, ale to wciąż nie był kosmiczny poziom Taylora.
James po prostu nie mógł zmarnować takiej okazji. W najważniejszym meczu turnieju wszedł na zdecydowanie wyższe obroty niż rok wcześniej – jego średnia meczowa podskoczyła o ponad sześć punktów (do poziomu 96,83). Z kolei Jenkins wyraźnie pękł pod presją, co Wade bezlitośnie wykorzystał, pewnie sięgając po trofeum.
Dwa lata po tym sukcesie zawodnik w rozmowie z „The Guardian” przyznał, że to właśnie tamto zwycięstwo całkowicie zmieniło jego postrzeganie własnych umiejętności i dało mu pewność, że należy do światowej elity.
– Zdałem sobie sprawę, że naprawdę potrafię grać w darta na wysokim poziomie, kiedy wygrałem World Matchplay w 2007 roku. Już w 2006 roku, gdy dotarłem do finału, zrozumiałem, że potrafię grać. W tamtym turnieju byłem zrelaksowany, naprawdę dobrze się bawiłem i dzięki temu doszedłem aż do finału.
Z czasem Wade zgromadził na koncie imponującą liczbę aż siedmiu finałów World Matchplay. W kolejnych latach nie zdołał jednak uciec przed swoim przeznaczeniem – w meczach o tytuł jeszcze trzykrotnie trafiał na Taylora i za każdym razem musiał uznać jego wyższość. Najbliżej sprawienia sensacji był w 2012 roku, kiedy uległ legendzie 15:18. Wielki rewanż przyszedł jednak na innym etapie – w półfinale 2015.
Wygrana Wade’a była wtedy ogromnym zaskoczeniem, bo wszyscy ostrzyli już sobie zęby na finałową batalię Taylora z Michaelem van Gerwenem. Ostatecznie to właśnie genialnie dysponowany Mighty Mike stanął na drodze Anglika w finale, brutalnie odbierając mu marzenia o drugim tytule w Blackpool.
Najświeższym wspomnieniem Wade’a z finału jest ten z ubiegłego roku, gdzie naprzeciw niego stanął Luke Littler. Dla wielu był to niemal identyczny casus jak dawne pojedynki z Taylorem – skazywany na pożarcie Wade miał przegrać ten mecz jeszcze przed wyjściem na scenę. The Machine nie zamierzał jednak tanio sprzedać skóry. Choć ostatecznie musiał uznać wyższość rywala, to wykręcił swoją drugą najlepszą średnią w historii finałowych występów.
Finały Jamesa Wade’a w World Matchplay
| Rok | Przeciwnik | Wynik | Średnia |
|---|---|---|---|
| 2006 | Phil Taylor | 11:18 | 90,01 – 100,08 |
| 2007 | Terry Jenkins | 18:7 | 96,83 – 91,62 |
| 2008 | Phil Taylor | 9:18 | 102,58 – 109,47 |
| 2011 | Phil Taylor | 8:18 | 98,84 – 103,84 |
| 2012 | Phil Taylor | 15:18 | 95,92 – 98,97 |
| 2015 | 12:18 | 90,37 – 99,91 | |
| 2025 | Luke Littler | 13:18 | 101,54 – 107,24 |
Pod względem liczby finałowych występów w World Matchplay, Wade zajmuje drugie miejsce w historii. Liderem tej klasyfikacji jest – rzecz jasna – Taylor, który w meczu o tytuł meldował się aż siedemnastokrotnie, przegrywając zaledwie… jeden z nich. Za plecami angielskiego duetu czai się van Gerwen z pięcioma finałami na koncie, z czego trzy rozstrzygnął na swoją korzyść.
Ten wyczyn docenił również sam Wade w niedawnym wywiadzie udzielonym PDC.tv. – Nie sądzę, żeby wielu darterów osiągnęło coś podobnego, więc jestem z siebie dumny – wyznał.
Mianem największego pechowca w historii turnieju trzeba jednak określić Dennisa Priestleya. Anglik dochodził do finału w trzech pierwszych edycjach (1994–1996) i za każdym razem musiał obejść się smakiem. Co ciekawe, Priestley wcale nie grał w nich słabo – w każdym z tych pojedynków ugrał co najmniej 11 legów, jednak za każdym razem miał potwornego pecha, trafiając na potężnie dysponowanego rywala.
Najwięcej występów w finałach World Matchplay
| Zawodnik | Liczba rozegranych finałów | Wygrane |
|---|---|---|
Phil Taylor | 17 | 16 |
James Wade | 7 | 1 |
| 5 | 3 | |
Dennis Priestley | 3 | 0 |
Blackpool ulubionym miejscem do grania
Kiedy Wade wkraczał do światowej czołówki darta, ten sport dopiero nabierał rozpędu. Dziś, patrząc na to, jak ogromnie się rozwinął i jakie zainteresowanie wzbudza na całym świecie, nie kryje swojego zachwytu.
– Jestem naprawdę wdzięczny, że mogłem odegrać swoją rolę i dołożyć cegiełkę do rozwoju darta. Cieszę się, że nadal tu jestem i wciąż mogę być częścią tego wszystkiego. Gdyby ktoś powiedział mi 20 lat temu, że dart będzie rozwijał się w takim tempie, wyśmiałbym go. A tymczasem wszystko dosłownie oszalało – powiedział Wade dla PDC.tv.
– Przeszliśmy od grania kwalifikacji w pubach do występów na arenach takich jak O2 czy Madison Square Garden. Lista jest znacznie dłuższa. Ten sport osiągnął znacznie więcej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałem – dodał.
The Machine wrócił wspomnieniami do swoich początków w World Matchplay. Nie może to dziwić – właśnie ten turniej zajmuje szczególne miejsce w jego sercu.
– Dwadzieścia lat… To wciąż mój ulubiony turniej i ulubione miejsce. To tutaj poznałem żonę. To miejsce dało mi najpiękniejsze wspomnienia związane z dartem i jestem bardzo wdzięczny, że mogę tu wracać. Publiczność w Blackpool nie jest liczna, ale to prawdziwi, pełni pasji kibice darta. Dla zawodników to naprawdę odświeżające doświadczenie.
– Kiedy pierwszy raz tu zagrałem, miałem chyba 23 lata. Dziś jestem znacznie bardziej zrelaksowany i pewniejszy siebie niż młody chłopak, który dopiero zaczynał – zaznaczył.
Wade tegoroczną rywalizację w World Matchplay rozpocznie w niedzielę. Około godziny 21:00 zmierzy się z Jermaine’em Wattimeną. Transmisję z polskim komentarzem będzie można obejrzeć na antenach Canal+. Darta można oglądać także u naszego partnera – Superbet.

Phil Taylor















































