Felietony
Więcej AI, reaktor wytrzyma
Sztuczna inteligencja niewątpliwie może być narzędziem przydatnym, także dla codziennego użytkownika. Problem, przynajmniej dla mnie, zaczyna się – i ciągnie jeszcze długo – gdy najprostsze oprogramowanie wykorzystuje się do zarabiania. Handlowanie chińskimi podróbkami ma więcej klasy.

Nie tylko środowisko darterskie cierpi na przesyt treści AI. Sztuczna inteligencja coraz mocniej wżera się choćby w filmy i to nawet mimo tego, że pozostaje niedopracowana, fałszywa, w dużej mierze niepotrzebna. W sztuce ostatnich lat trudno znaleźć przykład kontrujący to przekonanie. Czynnik ludzki niezmiennie ma przewagę serca, jedno zdanie stworzone przez człowieka niesie w sobie więcej treści niż kolejny produkt maszynowy – spróbujcie na przykład wynieść cokolwiek z opisów książek na stronach wydawnictw opierających się na AI.
Nade wszystko zaś z politowaniem – a jednocześnie zażenowaniem – patrzę na próby wykorzystywania AI do zarabiania. Nie jestem fanem używania sztucznej inteligencji do marketingu, wolę ten niezborny plakat z Painta od czegoś, co udaje, że jest porządne, gdy w rzeczywistości obrasta kolejnymi błędami. Nie jestem też zwolennikiem opierania się na informacjach podawanych przez AI, brania ich za pewnik i używania jako argumentu w dyskusjach. Chwilowa weryfikacja – taka na własną rękę albo nawet za pomocą dobrze oźródłowanego artykułu na Wikipedii – piętnuje tyle nieścisłości, że włos się na głowie jeży. Nie jestem wreszcie fanem normalizacji i zezwalania na wykorzystywanie AI w tych branżach, które spokojnie powinny się bez niej obejść, bo nie bez powodu przed laty nadano im konkretny epitet – kreatywne.
To mówiąc, zdaję sobie sprawę, że mogę być w mniejszości. Bo AI coraz chętniej wchodzi do polskich domów, syntetyczne filmiki biją rekordy popularności po określonej stronie politycznego sporu, a jakakolwiek dyskusja o regulacji nie przynosi żadnych efektów. Ale gdy ktoś udaje przedsiębiorcę i próbuje zarabiać na efektach pracy nie własnej, lecz często kradzieży intelektualnej – tak bowiem wypada określić frywolne podejście AI do czerpania i modyfikowania treści z innych źródeł – to ręce opadają mi do samej ziemi. Nieuczciwością, w dodatku tak prymitywną, się brzydzę.
Bez trudu znajdziecie bluzy i koszulki nawiązujące do Krzysztofa Ratajskiego za sprawą jego pseudonimu darterskiego. Oczywiście będą to ubrania bez licencji, ale za to opatrzone grafikami wygenerowanymi przez AI w jakieś dwie minuty, no i opisem z kwiatkami urągającymi podstawowym zasadom języka polskiego (może to kogoś zaskoczy, ale nie zapisujemy wielką literą losowych wyrazów). Można również nabyć unikatową grafikę z okazji urodzin, przy czym, wypada zaznaczyć, unikatowość opiera się na między innymi złej odmianie słowa “dart”, a także błędnej konstrukcji zdań. Moim zdaniem warto, moim zdaniem uczciwy interes. A jaka Ziemia musi być zadowolona!
Jeśli kogoś to kręci – proszę bardzo. Ja skorzystam jednak z prawa do narzekania i piętnowania tego typu praktyk. Być może głównie dlatego, że dotyczą bardzo ludycznej dyscypliny sportu.















































