Obserwuj nas

Newsy

Wstyd przed Europą? Krakowskie eliminacje w ogniu krytyki

„Dramat”, „katastrofa”, „hałas jak cholera”. To określenia, które przewinęły się w dyskusji na temat poziomu organizacji krakowskich turniejów kwalifikacyjnych do European Touru. Głos zabrali Wojciech Bruliński i Roman Benecky.

Wojciech Bruliński, European Darts Trophy 2026
Wojciech Bruliński (fot. Paul Targyik / PDC Europe)

W dniach 8-9 sierpnia w krakowskiej Hali Centralnej odbywają się eliminacje do trzech turniejów European Touru: ET13, ET14 i ET15. Choć Polacy stanowią najliczniejszą z reprezentacji, na razie nie zdołali wywalczyć przepustki na scenę. Do finałów dotarli Krzysztof Kciuk i Dawid Herberg, ale w nich musieli uznać wyższość przeciwników z zagranicy.

 

Klapa?

Sportowe emocje nie są jedynym tematem, który pojawił się w przestrzeni internetowej. W sobotni wieczór głos zabrał Wojciech Bruliński – zawodnik, który wygrał w tym sezonie kwalifikacje do ET2. Skrytykował on poziom organizacji turniejów w Krakowie.

Hala Centralna to chyba najtragiczniejsze miejsce ever, w jakim PDC zorganizowało turniej. Przestrzeń do grania i tarcze OK, ale to, co się dzieje dookoła, przekracza wszelkie granice standardów PDC Europe. Hałasujące kręgle, cymbergaje. Nie tak to powinno wyglądać – napisał w serwisie X.

 

 

Dalej rozwinął wątek chaosu dziejącego się dookoła tarcz. – Przy zwykłych turniejach jestem w stanie to zrozumieć, bo lokal na tym po prostu zarabia. Ale nie, kiedy na turnieju swój stempel stawia PDC. Słowacja czy w poprzednich latach Węgry potrafiły zapewnić godne warunki za każdym razem.

W lutym rozgrywano tam lokalne, wewnątrzpolskie eliminacje do Superbet Poland Darts Open. Bruliński przyznał, że wtedy było znośnie. – Skala hałasu wtedy, a teraz – przy sobocie – nieporównywalna.

Niewykluczone, że to ostatni raz, gdy kwalifikacje odbywają się właśnie w Hali Centralnej. – Coś poszło nie tak. Widać to było po reakcjach zawodników. Jak robiliśmy to wszystko dla siebie, to jeszcze jakoś przeszło. Dzisiaj przyjechała Europa i wyszło, delikatnie mówiąc, wstydliwie.

Nie wiem, kim był pan, który z nami rozmawiał, ale czuć było szczerość w słowach, że ma nadzieję, że jesteśmy tam ostatni raz – przyznał polski darter. Jednocześnie zapewnił, że na miejscu był przedstawiciel PDC, który notował wszystkie uwagi.

W obronie samego miejsca stanął Łukasz Kamiński z Małopolskiej Organizacji Darta. Jak wskazał, Hala Centralna wyszła z propozycją zamknięcia całej strefy na czas kwalifikacji, ale organizatorzy mieli usłyszeć, że nie ma takiej potrzeby. – Pretensje mogą być do PDC, bo hala chciała dobrze – stwierdził.

 

Głos z Czech

Warunki skrytykował także inny z uczestników turnieju – Roman Benecky. – To naprawdę kompletnie się nie udało. Miejsce rozgrywania turnieju to jakaś katastrofa – napisał na Facebooku.

Benecky porównał Polskę ze Słowacją, gdzie odbyło się dwanaście poprzednich turniejów eliminacyjnych. – Na Słowacji nie może być nawet słowa przy stoliku, więc musimy siedzieć w innym pomieszczeniu. A tutaj?! Pod nami, w otwartej przestrzeni, jakieś 20 metrów od tarcz, są kręgle. Obok tarcz jakaś sala gier… Hałas jak cholera – dodał.

– Ciekawi mnie, kto zatwierdził to miejsce jako odpowiednie do rozegrania turnieju PDC?

Niektórzy zapłacili tutaj 105 funtów wpisowego za pojedyncze kwalifikacje i mają grać w takich warunkach? Cofamy się gdzieś do 1985 roku, kiedy przy stoliku mieli papierosa w ustach albo kufel piwa. Coś jest zdecydowanie nie tak – podsumował Benecky.

0 0 głosy
Oceń artykuł!
Skomentuj
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama