Newsy
Co się dzieje z belgijskim dartem? Ten rok może być gorszy od poprzedniego
Niegdyś prognozowano, że Belgia może być jednym z najprężniej działających dartersko krajów. Ostatnie wyniki topowych zawodników wydają się jednak przeczyć tym przewidywaniom. Słaby rok zanotowali Dimitri van den Bergh i Mike de Decker, tyły “topki” okupuje starsza gwardia, a Q-School nie przyniósł żadnego nowego kartowicza. Jest źle? Jest. Niestety – może być jeszcze gorzej.

To nie był dobry darterski rok dla Belgów. Przełom lat i początek 2026, na które przypadły jak zwykle mistrzostwa świata oraz Q-School, także były nieciekawe. Cała piątka zawodników z Belgii pożegnała się z czempionatem w pierwszej rundzie. Powrót Dimitriego van den Bergha do gry w Ally Pally był smutnym niewypałem, a Mike de Decker został sensacyjnie pokonany przez Davida Munyuę. Z kartą zawodniczą pożegnał się Andy Baetens, a Q-Schoolu nie przeszedł pomyślnie żaden z Belgów. Brzmi źle? Ten sezon może zakończyć się jeszcze gorzej.
Celem gwiazdy… utrzymanie karty
To był fatalny rok dla Dimitriego van den Bergha. The Dreammaker nie ukrywał bowiem, że zmaga się z problemami ze zdrowiem psychicznym. Coś pękło podczas zawodów Players Championship w Rosmalen, w kwietniu zeszłego roku. Van den Bergh, mimo że brał już udział w rozgrzewce przed meczem z Jose de Sousą, zrezygnował ze startu w turnieju na kilka minut przed startem spotkania. To była decyzja, którą podejmował z bólem serca. – Wypłakiwałem sobie oczy – przyznał sam Belg, wspominając tę sytuację.
Wrócił na World Cup of Darts. To było kolejne rozczarowanie. Belgowie nie wyszli z grupy po przegranej 3:4 z Filipińczykami. Dimi po drodze do mistrzostw świata zaliczał nierzadkie porażki w pierwszej rundzie w Players Championship. Na wielką scenę powrócił właśnie w Ally Pally, by zawieść ponownie. – Pracowałem ciężko, ale nie wyszedłem na scenę ani z pewnością, ani z wiarą w siebie – pisał po przegranej 3:0 z Darrenem Beveridgem.
Ten rok ciężkich zmagań, jak sam van den Bergh nazwał poprzedni sezon, sprawił, że Belg otwiera kolejny z jednym, jedynym celem: chce utrzymać kartę zawodniczą. Być może w obecnej chwili jest to rozsądny cel. Dimi bowiem w roku 2026 będzie bronił niemalże 80% swoich zarobków. Są to pieniądze m.in. z wygranego UK Open 2024 czy półfinału World Grand Prix 2024.
Asked Dimitri Van den Bergh about 2026:
— Vincent Van Genechten (@VVGenechten180) January 19, 2026
"Keeping my tour card at the end of the year. That's my only goal"
Talk about a shift in ambitions for a two-time major winner. The DreamMaker is set to defend 77.8% of his prize money. He's currently 51th in the Tour Card Race. pic.twitter.com/XfXDeHOsYg
W pozycji zagrożenia są także rodacy van den Bergha. Mario Vandenbogaerde plasuje się obecnie na 63. miejscu w wirtualnym wyścigu o kartę zawodniczą na przyszły rok. Kim Huybrechts z kolei wylądował już poza TOP 64 – na 69. miejscu. Istnieje więc ryzyko, że pod koniec obecnego sezonu pożegnają się oni z kartą.
Pomyślał sobie: “teraz to przegram”. I przegrał
Momenty zeszłego sezonu Mike’a de Deckera? Finał Belgian Darts Open – części cyklu European Touru, oraz Australian Masters, będącego częścią World Series of Darts. Jedną z przyczyn poślizgu we wcześniej pozornie prężnie rozwijającej się karierze Belga miała być zmiana sprzętu. The Real Deal “przesiadł się” z lotek Bull’s na Mission i z nowym set-upem pokazał się po raz pierwszy w UK Open 2025. Przegrał tam w już w pierwszym meczu – 4:10 z Cameronem Menziesem.
Najgłośniej o de Deckerze w zeszłym roku było przy okazji mistrzostw świata. Była to spektakularna porażka Belga. Odpadł w pierwszej rundzie, pokonany przez absolutnego underdoga – Davida Munyuę. Do tego wszystkiego prowadził już w meczu 2:0 w setach. – Kiedy [Munyua] wygrał pierwszego seta, pomyślałem sobie: teraz to przegram – przyznał w rozmowie z Tungsten Tales. Można rzec, że jak pomyślał, tak zrobił. Kolejne dwa sety – i cały mecz – padły wtedy, jak wszyscy wiemy, łupem przeciwnika.
Wydawało się, że Belg zniósł porażkę dobrze. Nie było emocji na scenie. Nie było wybuchów złości. Okazało się jednak, że po przegranej nie był w stanie już śledzić mistrzostw. – Zablokowałem profil PDC na Instagramie. Zablokowałem tez inne strony związane z dartem. Nie mogłem na to patrzeć.
De Decker przyznał, że przyzwyczajanie się do nowych lotek po ośmiu-dziewięciu latach gry innym zestawem zajęło mu dłużej niż oczekiwał. Zapowiedział także gotowość do nowego sezonu. Najbardziej chciałby pokazać się w World Grand Prix. Jest to całkowicie zrozumiałe, gdyż w 2024 zwyciężył właśnie w tym turnieju, więc teraz będzie najzacieklej bronił właśnie tych pieniędzy.
I co dalej?
Kartę PDC po poprzednim sezonie stracił Andy Baetens. Nie udało mu się jej odzyskać w Q-Schoolu, przez którego pomyślnie nie przeszedł także żaden inny Belg. Najbliżej tego wyczynu był Lennert Faes. Protegowany Kima Huybrechtsa otarł się o kartę tak naprawdę dwukrotnie. Najpierw trzeciego dnia finałowego etapu Q-Schoola, w którym przegrał decidera o wszystko. W ostatnim dniu zmagań spudłowana lotka meczowa w starciu przeciwko Mattowi Campbellowi pozbawiła go punktu, który dałby mu premiowane kartą miejsce w czołowej ósemce.
Called Lennert Faes, the Belgian who got the closest to winning a tour card. Prodigy of Kim Huybrechts lost a final 6-5 and finished 10th after missing a match dart to get into the top 8 🎯😯
— Vincent Van Genechten (@VVGenechten180) January 13, 2026
"But I'm so proud of my first Q-School" ⤵️https://t.co/vy3W1DTFb8 @nieuwsbladsport
Choć karty nie udało się zdobyć, Kim Huybrechts wierzy w Lennerta Faesa. Podobno bardziej niż on sam wierzy w siebie. Przyznaje także, że być może nie był to nawet optymalny czas na przejście na zawodowstwo. Faes ma 24 lata, w darta gra od 4-5 lat. Obecnie jego gra oscyluje wokół pułapu 90 punktów. Taki poziom, jak przyznaje Huybrechts, mógłby być niewystarczający na ProTour. – A cotygodniowy łomot od topowych zawodników przez dwa lata może źle wpłynąć na pewność siebie. Zwłaszcza osoby, która jest wrażliwa – stwierdził w rozmowie w podkaście Double Top.
Faes może być zawodnikiem perspektywicznym. W tym sezonie jednak skład Belgów w ProTourze jest kruchy. Gwiazdy, które niegdyś świeciły – pobladły. Poważnych następców jeszcze brak. W targanym problemami składzie potrzeba natomiast siły i motywacji, by bronić nagród pieniężnych z lepszych lat lub – po prostu – utrzymać się na powierzchni zawodowstwa. Czy belgijski dart na najwyższym poziomie przetrwa, czy zacznie po cichu padać, jak niegdyś fińskie skoki narciarskie? To jedno z ciekawszych pytań na ten sezon. Pozostaje tylko obserwować.
















































