Obserwuj nas

Newsy

Littler: czy zagram jeszcze w European Tourze? Zobaczę, jak bardzo będę zajęty

Luke Littler został mistrzem Czech Darts Open 2026. W meczu o tytuł pozbawił tronu króla Pragi – Luke’a Humphriesa, dla któego był to czwarty finał rozegrany w tym mieście. Dwukrotny mistrz świata tym samym zapisał na swoje konto trzydziesty tytuł w PDC.

Luke Littler, Czech Darts Open 2026, puchar
Luke Littler wygrał Czech Darts Open 2026 (fot. Sebastian Doppstadt / PDC Europe)

Jeden – tyle meczów Littler przegrał w tym sezonie European Touru. Ograł go tylko Niels Zonneveld w belgijskim Wieze. W pozostałych imprezach, na których się pojawił – w Krakowie oraz właśnie w Pradze – młody Anglik wygrał po pięć spotkań i sięgnął po statuetkę.

Praskie zmagania rozpoczął rzecz jasna w sobotę i wówczas pokonał Niko Springera. Już w niedzielę natomiast na jego drodze pojawił się Krzysztof Ratajski. Polak dzielnie walczył, a nawet prowadził z Anglikiem 3:1, od tego stanu nie wygrał już jednak żadnej partii. Dwa pierwsze mecze sesji finałowej były… jeszcze łatwiejsze niż dwa poprzednie. W mgnieniu oka rozgromił 6:0 Danny’ego Nopperta, a później wynikiem 7:3 ograł bezradnego MvG.

Problemów nieco przysporzył mu – jak to zwykle zresztą bywa – dopiero Luke Humphries. Starszy z Anglików miał za sobą publikę, nie tylko dlatego, że akurat mierzył się z Littlerem, ale też z tego faktu, że z kibicami w stolicy Czech darzą się wzajemnym szacunkiem. Stał przecież przed szansą, aby wygrać tu już po raz czwarty. „Gdyby to nie był Littler” – pomyślał zapewne Humphries… Obaj nie zagrali swojej „gry A”, ale to urzędujący mistrz świata zamieniał kluczowe momenty na legi w końcówce meczu.


Mecz na szczycie

W finale, w meczu z Ratajskim, tak jak i w wielu innych spotkaniach w tym sezonie, Littler dokładnie wiedział kiedy podkręcić tempo, aby zwyciężyć. – Niezależnie od tego czy gram z Lukiem, czy z kimkolwiek innym, jeśli przegrywam, wiem, że muszę wrócić do gry – rozpoczął rozmowę z Philipem Brzezinskim.

To był długie lato dla kibiców, ale przecież na to właśnie czekali, na powrót mój i Luke’a. Ta publiczność zasłużyła na to, aby obejrzeć dwóch najlepszych graczy świata w finale. Cieszę się, że wygrałem – kontynuował.

Nieco więcej do powiedzenia miał ulubieniec publiki – Humphries. – To był wyrównany mecz, ale prawdopodobnie jeden z gorszych finałów, które rozegraliśmy. Zazwyczaj trzymamy wysoki poziom i obaj gramy powyżej 100-punktowej średniej. Jest tu bardzo gorąco, więc było ciężko, daliśmy z siebie wszystko.

Przyznał jednak, że i tak jest zadowolony z osiągniętego etapu, bo… planował się wycofać na krótko przed startem turnieju. – W czwartek miałem w ogóle się wycofać, a dotarłem do finału, więc nie mogę być na siebie zbyt zły. Poszło mi dobrze i cieszę się, że wróciłem do tych wspaniałych kibiców. Będę tu przyjeżdżać co roku, bez względu na wszystko, bo to mój ulubiony European Tour w całym kalendarzu. Mają do graczy wiele szacunku, przez cały weekend nie było żadnego gwizdania.

Zaznaczył również, że chce dać z siebie wszystko i być ciągle konkurencyjnym dla młodego rodaka. – Muszę poświęcić trochę więcej czasu, żeby stać się lepszym i dalej móc na niego napierać. Powtarzam to nieustannie: nie wygrywam z nim w finałach, więc muszę coś zmienić, by dotrzymać mu kroku. Liczę, że przez najbliższe 3-4 miesiące będę na niego naciskać. Jeśli ma wygrać każdy major w tym roku, to będzie musiał się ciężko napracować.


Dość European Touru?

Na koniec wywiadu do mikrofonu wrócił The Nuke. Turniej w Pradze był jego pierwszym rozgrywanym na scenie od lipcowego World Matchplay. – Dobrze znów być na scenie, przed kibicami. Grałem ostatnio w podłogówkach w Leicester, a to nigdy nie jest przyjemne, niezależnie od tego czy wygrywam, czy przegrywam. Te długie dni są okropne. A takie długie dni jak dziś, są tego warte. Szczególnie kiedy podnoszę trofeum.

Zwycięstwo w Pradze sprawiło, że wskoczył w wyścigu do mistrzostw Europy na czwartą lokatę, z 75 tysiącami na koncie. Przed nim są tylko Krzysztof Ratajski, Wessel Nijman oraz Ross Smith. Kiedy Brzezinski zapytał go o to, czy publika w Antwerpii, Bazylei oraz Maastricht może liczyć, że zobaczy go u siebie, to… odpowiedział dość wymijająco. – Może… Sam nie jestem pewien teraz, gdy wygrałem ten turniej. Zaklepałem już sobie miejsce w Dortmundzie, a taki był cel. Za dwa tygodnie World Series w Amsterdamie… zobaczymy, jak ułoży się plan i jak bardzo będę zajęty.

Kolejny turniej European Touru już w kolejny weekend, w dniach 11-13 września. Do belgijskiej Antwerpii zawita dwóch biało-czerwonych: Krzysztof Ratajski oraz Sebastian Białecki. Turniej można oglądać w CANAL+. Mecze dostępne będą także w Superbet.

0 0 głosy
Oceń artykuł!
Skomentuj
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama