Obserwuj nas

Newsy

Littler i van Veen finalistami młodzieżowych MŚ. Fantastyczny występ Sebastiana Białeckiego

Co to był za dzień! Jednego zwycięstwa zabrakło Sebastianowi Białeckiemu do miejsca w finale młodzieżowych mistrzostw świata i awansu na Grand Slam 2024. W półfinale zbyt mocny okazał się Luke Littler, ale Bolt ma za sobą spektakularny występ. Do grona finalistów dołączył Gian van Veen.

Źródło: Professional Darts Corporation

Happy end w fazie grupowej

Już po losowaniu fazy grupowej było jasne, że Bolt lekko mieć nie będzie – rywalami Polaka byli bowiem Jannes Bremermann oraz Kayden Milne. O ile o pojedynek z Niemcem raczej specjalnie się nie martwiliśmy, to Nowozelandczyk był jednym z najtrudniejszych rywali, na jakiego można było trafić w pierwszej fazie mistrzostw. Zresztą, dawny pogromca Fallon Sherrock pokonał Bremermanna bez straty lega, więc Sebastian nie mógł już sobie pozwolić na jakąkolwiek porażkę.

Pojedynek z Milne’em można zdefiniować jednym słowem: horror. Jeśli ktoś wcześniej wątpił, że można emocjonować się DartConnectową relacją, to stracił świetną okazję na zostanie wyprowadzonym z błędu. Na nasze nieszczęście, emocje w dużej mierze wynikały ze znakomitej gry Nowozelandczyka. Punktacja? Wpadało praktycznie wszystko. Podwójne? Trafiane bez żadnego problemu. W każdym razie, taki obraz gry “widzieliśmy” przez trzy czwarte meczu. Co na plus – Białecki wykonywał w tym czasie świetną robotę, nie pozwalając rywalowi na ucieczkę z wynikiem. W pewnym momencie na tablicy widniał nawet wynik 3:2 na korzyść łodzianina, ale Nowozelandczyk szybko wygrał dwa kolejne legi. Na nasze szczęście, Milne’a zgubił brak chłodnej głowy. Sebastian zrobił użytek z przynajmniej sześciu zmarnowanych lotek meczowych przeciwnika, zamykając 10-punktowy finisz w ostatniej możliwej lotce. Mistrzostwa trwały dalej.

Spotkanie z Jannesem Bremermannem było już i słabsze, i mniej emocjonujące. Po festiwalu pomyłek na podwójnych Polak stracił zaledwie jednego lega. Mimo słabej gry na finiszach, Białecki był w tym spotkaniu o trzy klasy lepszy na punktacji, nie dając Niemcowi żadnych szans na nawiązanie walki. Na placu boju zostało już tylko 32 graczy.

Comeback roku?!

Spodziewaliśmy się, że w 1/16 finału Sebastian zmierzy się z Owenem Roelofsem, ale rozstawiony z jedenastką Holender niespodziewanie odpadł już w grupie. Pogromcą Roelofsa okazał się Daniel Perry, numer 50 tegorocznego rankingu Development Tour. Choć na papierze zadanie wydawało się prostsze, zaczęliśmy w to wątpić, gdy na tablicy wyników pojawił się wynik 0:5 dla Anglika. No cóż, mecz nie wyszedł, tak czasami bywa. Kolejne mistrzostwa już za rok, może wtedy będzie lepiej? Pozostawało jeszcze dooglądać pojedynek do końca.

1:5, finisz ze 148. No cóż, zawsze coś. Będzie na osłodę.

Utrzymanie podania, 2:5. Kosmetyka wyniku.

Zaraz zaraz, mecz jeszcze trwa? Pomyślała niejedna osoba, gdy Sebastian zamknął 164 w kolejnym legu. Tego nie zweryfikujemy, ale ustawiony na topie Perry był zapewne przeszczęśliwy. 3:5 i gramy dalej.

Kolejny leg, kolejny finisz. Tym razem “tylko” z 80 punktów. Wynik 4:5. Niemożliwe staje się możliwe!

Jakie jest prawdopodobieństwo przegrania lega, jeśli zaczyna się partię, a po 12 lotkach ma się ustawienie na podwójnej? Jeśli rywalem jest Sebastian Białecki, to… zapewne całkiem spore. Tym razem zamknięcie ze 141. 5:5! Czy ten człowiek ma w ogóle układ nerwowy?!

Na odpowiedź nie czekaliśmy zbyt długo. Sebastian prawdopodobnie tylko uśmiechnął się pod nosem, gdy zobaczył, że do zwycięstwa potrzebuje checkoutu z 70 punktów. Przy 164 pod presją odpadnięcia z turnieju, 70 w deciderze było zadaniem wręcz śmiesznym. Białecki gra dalej!

Nie deprecjonujemy pamiętnego comebacku Krzysztofa Ratajskiego z Gerwynem Price’em, ale to Bolt dokonał dziś najefektowniejszego powrotu w historii polskiego darta. Panie Sebastianie, ukłony!

Spacerek w 1/8 finału

Gdyby młodzieżowe mistrzostwa świata były transmitowane w ogólnodostępnej telewizji, prawdopodobnie zaobserwowalibyśmy wzmożony ruch na oddziałach kardiologicznych. Było jasne, że po pojedynkach z Milne’em i Perrym potrzebowaliśmy odpoczynku. Turniej odbywał się w bardzo szybkim tempie, ale z pomocą przyszedł Bradley Brooks, kolejny rywal Polaka. Pomimo obecności w 1/8 finału, triumfator turnieju sprzed trzech lat był tego dnia w dość kiepskiej formie. Sebastian zgarnął pierwsze przełamanie, potem drugie, a ostatecznie wygrał całe spotkanie 6:1 przy bardzo dobrej grze. Tym razem dramaturgii nie było.

Szczęśliwy decider

Spotkania Sebastiana Białeckiego z Jitse van der Walem to typowe mecze 50/50. Raz wygrywa jeden, raz drugi. O rozstrzygnięciu dzisiejszego pojedynku równie dobrze mógłby zadecydować rzut monetą. Jako, że dziś do oglądania co drugiego spotkania Bolta potrzebny był nerwosol, pewna była jedynie dramaturgia. Niby wydawało się, że tym razem będzie inaczej, bo Sebastian od początku był dużo lepszy od rywala, wychodząc na prowadzenie 4:1. Z przeznaczeniem ciężko jednak wygrać, więc ostatecznie doszło do decidera. Zamarliśmy, gdy Polak nie zamknął meczu na topie, a Holender miał na liczniku Shanghaia. Całe szczęście, że van der Wal spalił się w kluczowym momencie, a Białecki trafił podwójną piątkę. Następny przystanek: Luke Littler.

Zabrakło tylko szczęśliwego zakończenia

W półfinale Sebastian musiał zmierzyć się z człowiekiem, o którym być może będziemy kiedyś mówili jako o największym talencie w historii tego sportu. Polak zagrał w tym spotkaniu znakomicie, zamykając niemal wszystko, co tylko dało się skończyć. Na miejscu była też bardzo dobra punktacja. Niestety, Anglik zagrał po prostu zjawiskowo, prawdopodobnie najlepiej tego dnia. Dość powiedzieć, że jednej lotki Littlerowi zabrakło do zamknięcia partii w dziewięciu rzutach. Ostateczny wynik? 6:3. Nuke może być dumny z awansu do finału, my jesteśmy dziś dumni z wielkiego występu Sebastiana Białeckiego.

Van Veen melduje się w finale

Poziom w drugim półfinale był nawet wyższy, w niż w spotkaniu Littlera z Białeckim. Zarówno Wessel Nijman, jak i Gian van Veen zagrali na ponad 100-punktowych średnich. Rzecz ostatecznie rozstrzygnęła się w decierze, w którym Nijman nie zachował zimnej krwi, nie kończąc meczu pomimo ustawionej podwójnej. Tego błędu nie popełnił zwycięzca tegorocznej edycji Development Touru, wchodząc ostatecznie do finału.

Josh Rock, ubiegłoroczny zwycięzca, pożegnał się z mistrzostwami na etapie ćwierćfinałów, przegrywając z van Veenem.

Wyniki:

Faza grupowa: 🇵🇱 Sebastian Białecki (88,62) 5:4 🇳🇿 Kayden Milne (91,16)

Faza grupowa: 🇵🇱 Sebastian Białecki (82,46) 5:1 🇩🇪 Jannes Bremermann (74,81)

1/16 finału: 🇵🇱 Sebastian Białecki (89,84) 6:5 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 Daniel Perry (91,40)

1/8 finału: 🇵🇱 Sebastian Białecki (91,63) 6:1 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 Bradley Brooks (74,79)

Ćwierćfinał: 🇵🇱 Sebastian Białecki (87,46) 6:5 🇳🇱 Jitse van der Wal (86,39)

Półfinał: 🇵🇱 Sebastian Białecki (98,78) 3:6 🏴󠁧󠁢󠁥󠁮󠁧󠁿 Luke Littler (101,86)

Półfinał: 🇳🇱 Gian van Veen (103,20) 6:5 🇳🇱 Wessel Nijman (102,08)

Finał rozegrany zostanie 26 listopada, przed ostatnim spotkaniem turnieju Players Championship Finals.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Maksymalny rozmiar przesyłanego pliku: 2 GB. Możesz przesłać: zdjęcie, audio, video, dokument, etc. Linki do YouTube, Facebooka, Twittera i innych serwisów wstawione w tekście komentarza zostaną automatycznie osadzone. Drop files here

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama