PDC
Ware i Brzezinski wściekli na publikę w Getyndze. Gwizdy “zepsuły mecz”
To był pracowity dzień dla sędziów i organizatorów turnieju European Touru w Getyndze. Publiczność – która przez większość godzin i sesji pozostawała wyciszona – głosami kilku ludzi zepsuła sobie reputację. Tym razem spotkało się to z ostrą reakcją Huw Ware’a i Philipa Brzezinskiego.

Gwizdy, buczenie, przeszkadzanie zawodnikom, którzy grają z reprezentantami miejscowej publiczności – to zjawisko, które znamy, a z którym PDC cały czas nie potrafi sobie w pełni poradzić. Dzieje się to wszędzie: w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii. Miało to miejsce także w Polsce. Takie zachowanie nie ma konkretnej narodowości. Ma za to najczęściej twarz mniejszości – grupy kilku lub kilkunastu ludzi, którzy psują reputację kilkutysięcznych widowni.
“Zamknijcie się!”
Pierwsze pojedyncze gwizdy pojawiły się już w rywalizacji na początku sesji wieczornej. Michael van Gerwen grał z Nielsem Zonneveldem i choć obaj musieli się mierzyć z niepożądanymi dźwiękami, to bardziej podatny wydawać się był na nie drugi z nich. Wygrał co prawda z bardziej utytułowanym rodakiem, ale też on wyraźnie się odwracał w kierunku publiczności – mając pretensje – a poźniej celebrował przed nią dość agresywnie jedno z zamknięć, które przybliżyło go do zwycięstwa.
Sytuacja została opanowana – tak mogło się wydawać. Wszystko aż do przedostatniego spotkania sesji, w którym ostatni Niemiec – Niko Springer – mierzył się ze Stephenem Buntingiem. Anglik, który wielokrotnie był beneficjentem zachowania części publiki (jak choćby w meczu mistrzostw świata przeciwko Sebastianowi Białeckiemu), tym razem padł ofiarą gwizdów.
Mecz był bardzo wyrównany, więc publiczność aktywnie się w niego “angażowała”. Po dziesięciu legach nadal triumfatora nie wyłoniono, więc potrzebna była decydująca partia. Huw Ware, który prowadził to spotkanie, już wcześniej zwracał uwagę niesfornym kibicom, ale w samej końcówce jego cierpliwość także się wyczerpała. – Prosiłem po dobroci, ale nie będę już grzeczny. Zamknijcie się, proszę! Staramy się rozgrywać mecz! – powiedział przez mikrofon. Zebrał sporo oklasków, ale – jak można było się spodziewać – nie wszyscy zrozumieli apel. Do próby zamknięcia Bunting zbierał się kilkadziesiąt sekund i, mówiąc eufemistycznie, nie był pocieszony. Ostatecznie musiał zejść ze sceny jako pokonany.
"Shut up"
— Łączy Nas Dart (@LaczyNasDart) March 14, 2026
~ Huw Ware#łączynasdart pic.twitter.com/7acnl7WPPY
Reakcja Brzezinskiego
Na tym jednak się nie skończyło. Przed wywiadem ze Springerem zareagował także Philip Brzezinski i to także nie były miłe słowa. – To tylko trzy lub cztery osoby spośród czterech tysięcy, ale zepsuły mecz. Do nich mówimy: nie jesteście mile widziani! Nie chcemy tego! – grzmiał. On także zebrał sporo braw – w tym od samego triumfatora rywalizacji. Szans Buntingowi to już jednak nie przywróciło.
Reakcja obu panów spotkała się jednak z ogromnym uznaniem i szacunkiem wśród fanów, którzy oglądali zmagania przed ekranami. Choć to nie przyniosło wymiernego skutku, to zaostrzenie przekazu być może jest kolejnym krokiem w walce ze zjawiskiem, które należy piętnować i wyplenić. PDC nadal jednak nie znalazło odpowiednich środków, aby je zwalczyć.
Niepocieszony Bunting
Późnym wieczorem smutek wyraził też Stephen Bunting w poście na Instagramie. “Nasze poświęcenie jako darterów nigdy nie jest dostrzegane. W piątek rano o 7:30 wyruszyliśmy z Nottingham, żeby zdążyć do Getyngi, pojechaliśmy przez Frankfurt jeszcze dwie godziny pociągiem, żeby na pewno tam dotrzeć na czas. Mam ogromne wsparcie od rodziny, z którą ciągle jestem w rozłące, od sponsorów i menedżerów, a ogólnie od 99% kibiców. Nigdy nie narzekam na porażki ani nie płaczę z ich powodu, ale dziś wieczorem czuję się naprawdę zraniony, mimo że była to niewielka mniejszość fanów” – napisał.
“Gwizdanie i buczenie w ważnych momentach jest nie do przyjęcia, a jeśli chcesz to robić, to idź na mecz piłki nożnej. Nie mam absolutnie nic przeciwko Niko Springerowi, rozegrał świetny mecz, ale gwizdy zepsuły grę. Powodzenia dla Niko w dalszej części turnieju. Rozumiem, dlaczego niektórzy nie chcą tu przyjeżdżać z powodu gwizdów, ale jak już powiedziałem, nie dzieje się to cały czas, a ja kocham moich fanów, zwłaszcza tych prawdziwych w Niemczech. (…) Spędziłem wiele wspaniałych wieczorów w tym kraju, z czego jeden z moich najsłynniejszych w Berlinie. Nie mogę się doczekać, aby znów zobaczyć tam wszystkich prawdziwych fanów” – dodał.















































