Newsy
Van Gerwen po starciu z Dirkiem: to boli. Nie musiało się to tak skończyć
Michael van Gerwen nie krył rozczarowania po meczu 2. rundy World Matchplay, w którym przegrał z rodakiem – Dirkiem van Duijvenbode. Przyznał, że borykał się także z drobnymi problemami zdrowotnymi.

Spotkanie na początku było wymianą ciosów – obaj rywalizowali leg za leg. Van Gerwen nie potrafił odskoczyć od rywala i parę partii później znalazł się w położeniu, w którym sam musiał gonić. Przyznał – w rozmowie z Viaplay – że nie był wystarczająco rozluźniony przez problemy… fizyczne.
– Tuż przed meczem poczułem ból w ramieniu. Nie wiem, skąd on się wziął, ale ogromnie mnie irytował w trakcie gry. To nie powinno się dziać – przyznał. – Nie mogłem odpowiednio rozluźnić ręki. Chcesz, aby twoje pierwsze lotki były dobre, aby złapać pewność siebie. Jeśli to się nie dzieje, zaczynasz się denerwować.
Nieudany comeback
MvG przegrywał już 7:10, ale wtedy zaczęła się szaleńcza pogoń za wynikiem, która – jak wydawało się wtedy – przyniesie pozytywny skutek. Trzykrotny mistrz świata zdołał nawet wyjść na prowadzenie 11:10 oraz 12:11. Od tamtego stanu przegrał jednak wszystkie legi do końca. – Wiedziałem, że mogę to zrobić, ale nie pokazałem tego w kluczowych momentach – ocenił.
– Dirk to dobry zawodnik. Trzeba sobie z nim poradzić. Jeśli wywiera się na niego presję, potrafi się rozsypać, ale trzeba to jeszcze wymusić. Dałem z siebie wszystko, ale niestety się nie udało.
Mimo tego, że docenił przeciwnika, to przyznał, że takie porażki nie powinny mu się przytrafiać. – To boli, ponieważ nie musiało tak się stać. Gdyby mnie zdeklasował, to byłaby inna historia, lecz tak się nie stało. Dlatego muszę za to obwinić siebie. Jeśli przegrywam z Dirkiem, zawsze muszę to zrobić – zakończył.
Van Duijvenbode rozegrał w tegorocznym World Matchplay dwa starcia, w których potrzebna była gra na przewagi. Jego następnym rywalem będzie Gary Anderson. Ćwierćfinałowe starcie ze Szkotem w czwartek.


















































