Wywiady
Szagański w „Studiu 501”. „Ratajski i Białecki to nasz najlepszy duet w historii”
Radek Szagański był gościem Roberta Biskupskiego i Tomka Przyborowskiego w nowym programie redakcji Łączy Nas Dart – „Studio 501”. Podczas niego opowiedział między innymi o pracy oraz grze w PDC i Modus Super Series.
Szagański nie jest zawodnikiem, który słynie z częstych występów w mediach. W piątek postanowił jednak spełnić prośby wielu fanów i zgodził się wystąpić w premierowym odcinku nowego programu „Studio 501” autorstwa redakcji Łączy Nas Dart. Przyznał jednak, że udzielanie wywiadów jest dla niego rzeczą zbędną. Odniósł się też do sytuacji po meczu, dzięki któremu zyskał duży rozgłos w mediach, czyli zwycięstwa z Lukiem Littlerem.
– W angielskiej telewizji, rano, gdy się obudziłem, przeczytałem, że kierowca autobusu wygrał z Littlerem. Nie było tam mojego imienia i nazwiska – trochę to słabe. Kiedyś, gdy wygrałem z jednym z czołowych zawodników w ProTourze, gdy siedzieliśmy obok, usłyszałem jak przeklnął i powiedział „bus driver”.
Zmiana profesji
Został zapytany również o przeprowadzkę i pracę jako kierowca autobusu w Irlandii. – W Polsce byłem cukiernikiem. Miałem już tego dość i zacząłem robić prawo jazdy na autobus. Mój bardzo dobry znajomy pojechał do Irlandii. Zdecydowaliśmy z dziewczyną, że także pojedziemy. Z angielskim było słabo. Gdy próbowałem wynająć dom, nie mogli mnie zrozumieć i kazali zadzwonić z kimś, kto mówi po angielsku. Dobrze nam tu się żyje, na dzień dzisiejszy nie mamy planów na powrót.
– Zacząłem grać w Irlandii, w 2007 roku. U mnie to było tak, że po prostu chwyciłem lotki i rzucałem, nie zastanawiałem się nad tym. Zaczynałem grać prostym barrelem, potem przerzuciłem się na scallop. Technika zmieniała się jak zacząłem grać w ProTourze. To był okres, gdzie ciągle dostajesz lanie i się zastanawiasz, co robisz źle. Zmieniłem wszystko, odkąd zacząłem tam grać – ustawienie, wypuszczenie lotki, aby ręka się nie trzęsła. Zawsze myślałem, że można wszystko zmienić tylko treningiem – to było błędne myślenie. Swoje trzeba na początku odstać, musisz czuć lotkę. Mój początkowy cel to było skończenie w ósmym podejściu.
Kiedy zaczął wierzyć w sukces w PDC? – Trudno powiedzieć, czy była taka myśl. Po prostu chodzisz na turnieje, czasem uda się wygrać i tak ten czas leci. Dwa razy przegrałem finał w turnieju Memoriał Tima Kirby’ego. Porażka w drugim finale dużo mnie kosztowała – do dzisiaj to pamiętam. Przygotowanie do tego turnieju dużo mnie kosztowało, ale ostatecznie jednak zagrałem w Ally Pally.

O początkach w PDC
Szagański opowiedział o początkach gry w PDC po wygraniu karty. Przyznał, że w samych turniejach podłogowych nie odczuwał dużej presji. – Nigdy nie postrzegałem najlepszych zawodników jako gwiazdy – dla mnie są to zwykli ludzie. Ciężko było przez pierwsze pół roku przywyknąć do podróży. Miałem kilka sytuacji, gdzie samolot był opóźniony – lądowałem o 1:00, a na 6:00 musiałem iść do pracy. Organizm ciągle był na rezerwie. Pierwsze pół roku było fatalne. Grałem kiedyś mecz z Gerwynem Price’em, a po meczu ręce tak mi się trzęsły, że nie mogłem wpisać wiadomości na telefonie. Wszystkiego trzeba się nauczyć i potrzeba na to czasu. Nie wiem jednak, czy to w ogóle możliwe, aby się tego nauczyć.
– Gra na scenie to jest zupełnie inny „zwierzak”. Pierwszym razem jak grałem w WDF z Christianem Kistem, odczuwałem paraliż całego ciała. Na scenie – wydaje mi się, że tarcza wisi dalej. Największą presję odczuwałem podczas imprezy w Polsce. Gra tam to jednak moje najlepsze przeżycie dotychczas. Jak usłyszałem kibiców, byłem już spełniony, nie musiałem nawet wygrywać.
Czy ma miejsce na odpoczynek? – Nie ma. Cały czas jesteś w biegu. Dużo zawodników dziwi się, jak to jest w ogóle możliwe. Oni leżą w łóżku i odpoczywają, a ja pracuję. Nie żałuję jednak tego i niczego bym nie zmienił. Może bym się zastanawiał, czy na rok nie zrobić przerwy od pracy. Musiałem jednak płacić rachunki, kredyt i nie podjąłem takiej decyzji. Wziąłem menadżera, aby nie mieć presji finansowej. Podpisałem z nim kontrakt 50/50. On opłacał mi wyjazdy, ale ja mu oddawałem 50% zarobków. Tak go polubiłem, że chcę być z nim cały czas – powiedział.
– World Cup? Jest to fajny turniej. Pierwszy raz to był dla mnie duży stres. Jak graliśmy ze Szkotami, to przyjechaliśmy trzy godziny przed, aby potrenować. Peter Wright przyjechał 30 minut przed meczem, rzucił cztery razy i wiadomo, jaki był wynik. To niesprawiedliwe! W drugim roku byłem chory – karetka do mnie przyjechała. I tak dobrze grałem, patrząc na to jak się czułem. Nigdy nie lubiłem debli, ponieważ długo czeka się na rzut, próbujesz już wszystkiego. Teraz duet Ratajski-Białecki będzie najmocniejszym w historii. Patrząc na to jak gra, Sebastian niedługo będzie w TOP16.
Gra w Modusie i pytania od widzów
Szagański niedługo powróci do rozgrywek Modus Super Series, w których brał już udział dwukrotnie w tym sezonie. – Nie jestem przerażony rywalami. Jak się mam bać grać w darta, to po co mam tam jechać? W Modusie fajnie mi się gra, scena jest wygodna. Mecze mogłyby być jednak do pięciu lub sześciu wygranych legów. W pierwszym tygodniu, kiedy grałem było bardzo zimno – nie działało ogrzewanie – ocenił.
Na koniec programu Szagański odpowiedział na pytania od widzów. – Dużo meczów przegrywałem 5:6. Gra tam jednak na tym polega, jest naprawdę trudno. Po dwóch latach grania jeden mecz zdecydował, że odpadłem. Odczuwałem lekki niedosyt. Mecz z van Barneveldem był najważniejszym w mojej karierze. On zagrał wtedy najlepszy mecz w roku.
Zapytany został również o sytuacje z alkoholem w PDC. – To jest norma. Była taka sytuacja, gdzie przy stanie 3:3 w meczu z jednym z graczy wziąłem przypadkowo jego butelkę wody i miał alkohol w środku. Trochę to słabe, ale tak się wydarzyło. Ja zacząłem kaszleć i wtedy zauważył, co się stało, zrobił wielkie oczy. Po meczu zaczął mnie przytulać, żebym nikomu nie powiedział.
Cały program „Studio 501” z udziałem Radka Szagańskiego można obejrzeć na kanale YouTube Łączy Nas Dart.














































