PDC
Miał być następnym po MvG, a zniknął na lata. Van de Pas nie powiedział „pas”
Jeśli śledziliście nasze media społecznościowe w niedzielę, to mogliście wziąć udział w rozwiązywaniu zagadki. Kilka wskazówek miało was doprowadzić do tajemniczego dartera. Zdania były podzielone, ale część miała rację. Bohaterem zabawy i zarazem tego tekstu jest Benito van de Pas, który odzyskuje radość z gry i głód do darta.

Wróćmy do czasów, gdy nie było Giana van Veena. Nie było Wessela Nijmana. Talenty Danny’ego Nopperta i Dirka van Duijvenbode dalekie były od wybuchu. Holandia – rozsławiona przez Raymonda van Barnevelda i Michaela van Gerwena – około dziesięć lat temu posiadała dwóch geniuszy i… niewiele poza tym.
W 2015 roku w czołowej szesnastce rankingu PDC znajdowało się trzech Holendrów. Poza wspomnianymi MvG i RvB był tam także Vincent van der Voort. Jak się okazało później – ta historia powoli zmierzała do końca. Wypatrywano nowych twarzy, które w przyszłości razem z van Gerwenem miałyby rządzić w czołówce PDC. Takie się pojawiły – Jelle Klaasen i Benito van de Pas. Z tym że pierwszy z nich raczej nie był już rozpatrywany w kategoriach talentów. We wspomnianym na początku akapitu roku miał już ponad 30 lat, a za sobą mistrzostwo świata BDO. Co prawda w PDC największy sukces miał dopiero nadejść (półfinał MŚ 2016), ale od graczy w jego wieku można było już „wymagać” wyników.

Z Benito było inaczej. W tym czasie miał dopiero 22 lata. Co więcej – triumfy święcił jeszcze wcześniej. Do świadomości fanów przebił się w 2011 roku – jako nastolatek. W obecnych czasach znacznie mniej szokują ich sukcesy. Wszak liderzy rankingów dwóch największych darterskich organizacji mają łącznie 34 lata i gdyby nawet ich połączyć ich życiorysy, to nie byliby na tyle starzy, aby pamiętać debiut Barneya w mistrzostwach świata BDO.
Wracając do van de Pasa, w 2011 roku wygrał German Open – trzy lata po tym jak hat-trick zwycięstw w Bochum kompletował Gary Anderson. Dzięki temu – jako 18-latek – zagwarantował sobie występ w Lakeside i pojechał tam jako rozstawiony z „czternastką”. W pierwszej rundzie przegrał jednak z Alanem Norrisem 2:3. Niecałe dwa miesiące wcześniej został pokonany w półfinale młodzieżowych mistrzostw świata PDC przez Michaela van Gerwena. Jak na start poważnej gry – wyszło całkiem nieźle.
Do Lakeside wrócił jeszcze dwa razy – bez większego szału. 2:3 z Darrylem Fittonem w 2013 roku i 0:3 z Janem Dekkerem w kolejnej imprezie. Łącznie trzy mistrzowskie turnieje i żadnego zwycięstwa. Nic wtedy nie zapowiadało, że van de Pas za parę lat będzie w czołowej piątce najlepszych zawodników w Holandii.
Szybki rozwój
Wysoki na dwa metry, przy tarczy delikatnie przygarbiony. Z charakterystyczną techniką – nietypową, ale bardzo rytmiczną. Lotki zawsze wbijały się na sztorc. To można było powiedzieć o van de Pasie. Poważniej do bram PDC zapukał w 2013 roku, choć miał już epizody z podłogówkami trzy lata wcześniej. W Challenge Tourze pojawił się w maju i od razu w pierwszej imprezie dotarł do finału. Następnego dnia poprawił się, sięgając po jak na razie jedyny tytuł w tym cyklu. Parę miesięcy później wybrał się na Q-Schoola i za długo się nie nagrał, bo wygrał pierwszy turniej, zgarniając kartę. W tym samych rozgrywkach – tylko nieco później – wejściówkę do ProTouru zdobył… Gerwyn Price.
Początek przygody Holendra był piorunujący. W maju grał już w półfinale podłogówki. Po drodze pokonał m.in. Kevina Paintera, Michaela Smitha i Mervyna Kinga. W starciu o finał prowadził już 5:2 z Justinem Pipe’em, aby ostatecznie przegrać w wyścigu do sześciu wygranych. Do końca sezonu był w najlepszej ósemce Players Championship jeszcze trzy razy.
W czerwcu zadebiutował w European Tourze. Podczas Austrian Darts Open dotarł do trzeciej rundy, a jeszcze w tym samym miesiącu powtórzył to podczas Gibraltar Darts Trophy. W pierwszym meczu nie dał szans Antonio Alcinasowi, triumfując 6:0 z średnią 104,86, a potem dokonał rzeczy jeszcze większej. W drugiej rundzie grał z „jedynką” – van Gerwenem. Rezultat? 6:5 dla van de Pasa i średnia 106,72 – najwyższa w turnieju. Zaczął od dziesiątej lotki, a zamknął jedenastą. Na kolejnym etapie wyeliminował go James Wade, ale to znów był decider, a sam Benito grał świetnie.
W debiutanckim roku jako posiadacz karty van de Pas grał w mistrzostwach Europy, PC Finals i – co naturalne przy takich wynikach – mistrzostwach świata 2015, gdzie dotarł do trzeciej rundy. To było dopiero preludium…
Koszmar MvG powrócił
Michael van Gerwen ruszył w European Tour 2015 jak burza. Cztery z rzędu wygrane imprezy – w tym na własnym podwórku w Venray. Dwadzieścia wygranych spotkań jedno po drugim. Podobna seria nie przytrafiła mu się nigdy wcześniej ani nigdy później w cyklu. W Riesie zdołał wydłużyć ją do 21 meczów, pokonując w 2. rundzie Williama O’Connora. W trzeciej czekał van de Pas, który w tym czasie był już rozstawiany w imprezach ET.
Nie była to maestria, ale Benito imponował timingiem. Finisz 158 na 2:2. 122 na 5:4 i ostatecznie triumf 6:4 po wykorzystaniu pierwszej lotki meczowej. Nie dość, że przerwał imponującą serię van Gerwena, to jeszcze sam był w stanie na niej skorzystać. Dotarł do pierwszego w karierze finału w ProTourze. Po starciu z MvG wyrzucił Pipe’a i Huybrechtsa, ale na finał z Michaelem Smithem zabrakło sił.
Jesienią dotarł też do rywalizacji o tytuł na podłodze – przegranego po 11. legu z Wrightem. To był też sezon z triumfem w Development Tourze i łącznie czterema finałami. W klasyfikacji końcowej zajął czwarte miejsce, przegrywając m.in. z… Mikiem de Deckerem i Nathanem Aspinallem.
Taksówka tylko przy porażce!
Sierpień 2015. Benito udzielił wywiadu portalowi Tungsten Stories. – W trzy lata chciałbym być w TOP16 rankingu światowego, a za pięć w TOP8 – powiedział zapytany o najbliższe cele. Już w tamtym momencie był wśród 32 najlepszych zawodników na świecie. W życiu działo się wiele. W tym samym czasie mówił, że otrzymał dużo pomocy od van Gerwena – w szczególności w temacie… podatków. Przeniósł się także do nowego mieszkania, gdzie zorganizował sobie pokój do treningów. – Trenuję przez 3/4 godziny dziennie, bo chcę grać dobrze w najbliższych turniejach PDC. Lubię ćwiczyć podwójne, bo tu możesz wygrywać lub przegrywać mecze – dodawał.
Intensywna praca przyniosła wymierne skutki. W Minehead podczas PC Finals osiągnął najlepszy wynik telewizyjny w karierze – ćwierćfinał (w późniejszych latach jeszcze dwa w World Grand Prix), a w mistrzostwach świata drugi raz z rzędu dotarł do trzeciej rundy. Co prawda mecz ze Smithem okazał się rozczarowujący (0:4 w setach, średnia poniżej 85), ale najlepsze miało nadejść.
Wtedy trudno było wygrywać tytuły, nie potrzebując do tego triumfów nad van Gerwenem. 8 i 9 kwietnia van de Pas zagrał z rodakiem dwa finały podłogowe z rzędu. Pierwszy przegrał 3:6, ale na następny dzień był górą – po deciderze. Pierwszy seniorski sukces w PDC stał się faktem. – Pierwszego dnia – gdy przegrałem – mogliśmy wracać razem taksówką. Kolejnego, gdy się odegrałem, już wspólna podróż była nieaktualna – żartował po latach Benito.
Na tym się nie zatrzymał. W maju pokonał 6:0 Joe Cullena w PC9, a na zamknięcie cyklu – w październiku – Dave’a Chisnalla (6:1). Trzy tytuły w jeden sezon.
Mecz trudny do wytłumaczenia
Wiosna to była pora roku bardzo wdzięczna dla van de Pasa. Jak pokazuje historia – wtedy wygrywał tytuły podłogowe, grał też najlepiej w European Tourze. Po triumf w pojedynczym turnieju cyklu jednak nie sięgnął. O ile finałowa porażka ze Smithem łatwo została usprawiedliwiona przez słabszą formę, tak trudno wytłumaczyć to, co stało się w kwietniu 2017 roku w Saarbruecken podczas German Darts Open.
Pozycja Holendra w rankingu ProTouru była tak wysoka, że imprezę zaczynał jako turniejowa czwórka – jedynie za van Gerwenem, Wrightem i Suljoviciem. Przez turniej szedł pewnym krokiem, a najbardziej imponujący był finałowy, niedzielny wieczór. W ćwierćfinale 6:2 z Robem Crossem (103,79), a w półfinale 6:3 z Ianem White’em (100,18). Mecz o tytuł ze Snakebite’em. Kuriozum. Starcie od początku było mocne punktowo, ale Wright nie pudłował podwójnych. Przy stanie 3:1 nie zmarnował żadnego podejścia, przy którym miał lotki na zamknięcie. Ta imponująca statystyka utrzymała się do stanu 5:3, kiedy van de Pas grał z średnią około 110, a Szkot… 15 punktów mniejszą. Big Ben doprowadził do remisu, a decidera rozpoczął podejściami: 180-100-135. 86 do końca. Jak wyglądała końcówka? Z tej wartości van de Pas wywalczył lotkę meczową na podwójnej siódemce, którą zmarnował. A Wright? Odpowiedź poniżej.
Porażka 5:6, grając średnio 110 na trzy lotki, mogła zaboleć. Choć trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to był główny powód spadku formy van de Pasa, tak faktycznie był to jego ostatni sukces w PDC. W latach 2018-2020 nie dotarł nawet do jednego ćwierćfinału w ProTourze.
Na domiar złego – we wrześniu 2016 szerokim echem odbiła się sytuacja z turnieju PC17, gdzie w 2. rundzie mierzył się z Kevinem Painterem. Holender nie zauważył (bądź nie chciał?), że lotka trafiona przypadkowo w podwójną trzynastkę zamiast szóstki furowała jego wynik. Nie zwrócił także uwagi na to marker, który zapisał lega van de Pasowi – bez protestów żadnego z darterów. Słowo „oszust” przewijało się w wielu internetowych dyskusjach w kolejnych latach.
Wszystko to musiało zmierzać w kierunku straty karty. Wiele osób zauważało problem z techniką. „Pod koniec kariery w ProTourze zmiana była oczywista. Rzut wyglądał na zbyt przyspieszony, niekomfortowy. Rytmu nie było” – pisał Kieran Wood na łamach DartsNews. Trzy sezony wynikowej posuchy spowodowały, że pożegnanie z tourem van de Pasa nie było opłakiwane. Większość kibiców była na to przygotowana. Choć promyczkiem nadziei mogły być mistrzostwa świata 2019, gdzie Holender osiągnął czwartą rundę, czyli życiowy wynik, tak nie przykryły one faktu, że ani w tym roku, ani rok wcześniej czy później, nie był w stanie zakwalifikować się do żadnego poważnego turnieju telewizyjnego poza Ally Pally.
Q-School 2021 skończył się definitywnym pożegnaniem z tourem. Trzy punkty i 23. miejsce w klasyfikacji generalnej europejskiej części. Choć Benito pojawił się jeszcze w pojedynczych podłogówkach, tak nie osiągnął już nic godnego uwagi. W kolejnych dwóch sezonach wracał jedynie na Q-Schoola, a w 2023 r. postanowił dokonać ostatniego zrywu w Challenge Tourze. Po dziewięciu imprezach, spośród których sześć kończył bez zdobyczy finansowej, dał sobie spokój. Wycofał się, zajął się rodziną, zapomniał o darcie, a dart o nim.
Głód powrócił, technika też?
„Nowy rok, nowy ja”. Skąd my to znamy? 1 stycznia to często symboliczny początek zmian w życiach wielu z nas. Jak się okazało – w wypadku van de Pasa także. Zaczęło się od zdjęcia, które obiegło darterskie środowisko na początku roku. Benito powrócił do gry turniejowej! Na start spotkanie z Jimmym van Schie – przegrane przez Big Bena 2:3. – Mam nadzieję, że odzyskał głód gry, bo to świetny człowiek i klasowy gracz – opowiadał później aktualny mistrz świata WDF. Wynik nie był jednak najważniejszy.
𝗧𝗵𝗶𝗻𝗴𝘀 𝘆𝗼𝘂 𝗹𝗼𝘃𝗲 𝘁𝗼 𝘀𝗲𝗲 𝗶𝗻 𝟮𝟬𝟮𝟲
— PremiumDartdata (@PremiumDartData) January 13, 2026
▪️Benito van de Pas picking up his darts pic.twitter.com/9u1pXJBm1M
Według profilu Premium Darts Data na portalu X – technika znów wyglądała świetnie. Jak się okazało – nie był to przypadkowy występ towarzyski, o czym później Benito mówił w rozmowie z Viaplay w lutym tego roku. – Wznowiłem rzucanie jakieś sześć tygodni temu. Wcześniej nie miałem nawet tarczy w domu. Wciąż byłem zarejestrowany w lokalnych rozgrywkach, zagrałem może trzy czy cztery mecze w roku. Na święta dziewczyna dała mi w prezencie tarczę – powiedział.
Stała jednak za tym większa historia. – Wcześniej poprosiła mnie, żebym znalazł jakieś hobby. Pomyślałem sobie wtedy: w porządku, może znów wezmę się za lotki.
Tak właśnie zrobił. Spotkania ligowe we wtorki, turnieje w weekendy. Pojawiły się także pierwsze zwycięstwa w rozgrywkach! – Było parę fajnych średnich, ale wciąż wszystko jest nerwowe. Minęło trochę czasu. Raz rzucisz średnią 105, żeby przez resztę nocy grać 85 – zauważył.
Gdzie jest cel? Gdzie chciałby zajść? Na odpowiedzi trochę za wcześnie. – Na pewno chciałbym zagrać w Q-Schoolu. Najpierw jednak dajcie mi pograć chwilę, aby jeszcze raz odnaleźć radość. Reakcje ludzi są miłe, ale nie chcę się w nie angażować.
Rozliczenie z przeszłością
Benito van de Pas kończył przygodę z PDC w czasie, gdy na świecie trwała pandemia COVID-19. O trudnościach w tym czasie wiele mógłby opowiedzieć Cristo Reyes, który w tym roku także powrócił do ProTouru po latach przerwy. Problemy miał także Holender. – Zawsze byłem zawodnikiem, który po słabym weekendzie trenował tak długo, żeby być lepszym w następnym. W trakcie pandemii natomiast zdarzało się tak, że graliśmy pięć turniejów w tygodniu. Jeśli zawiodłeś we wszystkich, sprawy uciekały natychmiastowo – wspomniał.
Problemy dotarły także do sfery… fizycznej. – Miałem kłopoty z łokciem. Pamiętam grę w Modusie, po której wracałem do domu i nie byłem w stanie podnieść swoich dzieci. To był moment, gdy pomyślałem: to nie zadziała.
Po trzech latach bez darta jest lepiej. – Dziś nie borykam się z żadnymi problemami. To jest najważniejsze – stwierdził. Choć przez lata holenderski dart niezwykle się umocnił, to van de Pas jest na tyle młody, że nadal może mieć jeszcze coś do zaoferowania dyscyplinie. – Do Q-Schoola jeszcze sporo miesięcy. Zobaczymy, gdzie wtedy będę – podsumował.















































