Obserwuj nas

PDC

Białecki kontra O’Connor – cztery lata później. Lotka, która boli do dziś

Sebastian Białecki w 1. rundzie turnieju European Touru w Monachium zmierzy się z Williamem O’Connorem. Będzie to drugie spotkanie na scenie między zawodnikami. Pierwsze odbyło się cztery lata temu – podczas UK Open. Było to radosne i bolesne starcie w jednym…

William O'Connor i Sebastian Białecki zmierzyli się w ćwierćfinale UK Open 2022 (screen: Youtube)

Do takich historii należałoby powracać jak najczęściej, ale do dziś samo wspomnienie o ćwierćfinale UK Open 2022 boli. Sebastian Białecki – zawodnik daleki jeszcze od statusu, jaki posiada dziś, zrobił furorę w Minehead i był największym oczarowaniem turnieju. A na najlepszej ósemce nie musiał poprzestać. Zacznijmy jednak od początku…


Co za czas, by być polskim kibicem…

To był dobry czas dla polskiego darta. Co prawda świat podnosił się z kolan po pandemii, ale w naszych domach królował optymizm. Rok wcześniej Krzysztof Ratajski dochodził do ćwierćfinału mistrzostw świata, budując popularność dyscypliny. Później poszedł po półfinał Matchplaya, a także najlepszą ósemkę UK Open i World Grand Prix. Dotarł na ścisłe zaplecze TOP10 światowego rankingu.

Pesymizm w związku z brakiem innych biało-czerwonych w tourze szybko się rozwiał. Krzysztof Kciuk na Q-Schoolu 2022 odzyskiwał kartę, przedłużając dwuletni cykl w ProTourze. Dodatkowo jak diabeł z pudełka wyskoczył Radek Szagański, który wtedy zagwarantował nam trójkę Polaków w elitarnych rozgrywkach PDC.

Na UK Open za to pojechało czterech reprezentantów Polski, bo do wspomnianego tercetu dołączył Sebastian Białecki – jako jeden z najlepszych graczy europejskiej części Development Touru 2021. To właśnie w tym sezonie zgarnął pierwszy tytuł w juniorskich rozgrywkach PDC. Rok 2022 to nie był jego debiut w Minehead. 12 miesięcy wcześniej dotarł do świetnej czwartej rundy, rzucając w pierwszym meczu dziewiątą lotkę, a w drugim… przyglądając się jak w starciu przeciwko niemu robi to Jitse van der Wal. Udany turniej, dużo wspomnień.


Polacy w gazie

Wszyscy z naszych graczy – poza Ratajskim – wygrali swoje pierwsze mecze. Wspomniany Białecki – poza dziewiątą lotką – ograł Jima McEwana. Szagański pokonał po deciderze Wesleya Plaisiera, a Krzysztof Kciuk zaczął od 2. rundy. Załapał się bezpośrednio do niej jako ostatni zawodnik – z 96. miejsca w PDC Order of Merit. Po pokonaniu Bretta Claydona zmierzył się z Rossem Smithem, którego także odesłał do domu. W czwartej rundzie – przy dłuższym formacie – po deciderze wyeliminował go Ron Meulenkamp. Szagański z kolei nie powtórzył sukcesu z pierwszego starcia i w kolejnym odpadł ze Scottem Waitesem.

A wspomniany wcześniej Ratajski miał ogromnego pecha. Jako dwunastka światowa pewnie byłby trudnym losem dla większości graczy, ale nie dla… Gerwyna Price’a, który w tamtym czasie był liderem rankingu. Polak w wyścigu do dziesięciu wygranych partii urwał tylko pięć, więc okazało się, że naszą ostatnią nadzieją jest młody Białecki.

A ten pędził niesamowicie. Nie tylko przy tarczy, bo gołym okiem widać, że rzucał o wiele szybciej niż obecnie. Wynikowo – najpierw Campbell, potem Murnan i Brown. Na dwóch ostatnich Sebastian zagrał średnią blisko stupunktową. W czwartej rundzie niewiele stresu w starciu z Edhouse’em, ale za to mnóstwo w rywalizacji z White’em, gdzie musiał rozstrzygać decider.


Kluczowe fazy

Szósta runda to już mecz na scenie nr dwa, gdzie czekał Ryan Searle. My – na świeżo – pamiętamy go z tej samej fazy, ale… ze starcia tegorocznego z Krzysztofem Ratajskim. Oba te spotkania łączy jedno – pozytywny rezultat Polaka. Białecki wygrał z Heavy Metalem do sześciu i bramy najlepszej ósemki otworzyły się na oścież.



Poza naszym zawodnikiem: O’Connor, Barry, Wade, M. Smith, Price, Noppert i Heta. Dwaj najwięksi faworyci – zawodnicy TOP5 rankingu, Bully Boy i Iceman – trafili na siebie. Białecki za to wylosował O’Connora. Losowanie jedno z lepszych w tym oktecie.

Polak nie dał się sparaliżować na głównej scenie. Na początku spotkania skorzystał z błędów O’Connora na podwójnych, wyszedł na dwulegowe prowadzenie i trzymał je do stanu 5:3. Wtedy grał z 50-procentową skutecznością na zamknięciach i średnią około 97-98-punktową. Nadszedł jednak mały kryzys. Irlandczyk wygrał cztery partie z rzędu i sam zbudował nieco pewności siebie. Sebastian rzadko podchodził w tym czasie do podwójnych – tylko dwukrotnie.

Końcówka? Nerwy. Białecki w drodze do remisu 8:8 znów zaczął świetnie domykać, ale mogąc wyjść na prowadzenie 9:8 spudłował D18 i D9. O’Connorowi wystarczyła jedna lotka na topie. To nie był jednak koniec. Polak domknął 95 na podwójnej szesnastce i trzeba było grać decydującego lega.

Happy endu nie było, a złamane serca. Białecki ustawił się na 150. T20, T20. Zamiast dabla – singlowa piętnastka. Willie za to w momencie największej presji uporał się z zamknięciem 89 w dwóch lotkach – jakby to była bułka z masłem. To była porażka, która kosztowała Białeckiego kilka tysięcy funtów, ale przede wszystkim także możliwość dokonania jeszcze większej sensacji. O’Connor zagrał w półfinale z Dannym Noppertem – późniejszym triumfatorem – ale było to starcie grane na średnich poniżej 90. Nie był to poziom, który wtedy w Minehead Polaka przerażał…



Do dziś ćwierćfinał UK Open – poza wygranym turniejem podłogowym – pozostaje największym sukcesem turniejowym Białeckiego w PDC. Szkoda, że dziś rozpatrujemy to „tylko” w kontekście ćwierćfinału. Było to największe wydarzenie w historii z udziałem polskiego zawodnika, który nie ma na nazwisko „Ratajski”.

A z samym O’Connorem Białecki zagrał jeszcze raz – w zeszłorocznym turnieju kwalifikacyjnym do European Touru w Pradze. Polak przegrał 3:6, a później Irlandczyk zakwalifikował się do głównej imprezy. Dziś, po wielu latach, znów zmierzą się na dużej scenie…

0 0 głosy
Oceń artykuł!
Skomentuj
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama