Obserwuj nas

Wywiady

“Udział w PDM? Nie ma większego osiągnięcia dla polskiego gracza”. Krupka dla Łączy Nas Dart

Jeden z reprezentantów naszego kraju w zbliżającym się Poland Darts Masters o emocjach przed debiutem na scenie PDC. Z kim chciałby się zmierzyć, do jakiego utworu wyjdzie? O dziewiątych lotkach i nie tylko opowiedział Jacek Krupka w wywiadzie dla Łączy Nas Dart.

Jacek Krupka (fot. Marek Kubiak)

Klaudiusz Koza, Łączy Nas Dart: – Wielkie gratulacje przede wszystkim. Chyba to spełnienie marzeń… Co wtedy czułeś, kiedy wygrałeś ten finał?

Jacek Krupka, uczestnik PDM: – To są marzenia chyba każdego grającego dartera, wystąpić na takiej scenie. Myślę, że każdy czeka na taki turniej, żeby zagrać na scenie przy tak licznej publiczności. Z tego, co wiem w Gliwicach ma być chyba osiem tysięcy osób. To jest jak bardzo duży koncert! Dwa razy więcej niż w Torwarze. Nie widziałem tej hali na żywo, ale ze zdjęć widzę, że jest duża.

Czy nazwałbyś to swoim największym sukcesem?

– To na pewno.

W żadnych innych turniejach w Polsce nigdy tak dużego osiągnięcia nie miałeś?

– Ja uważam, że nie ma większego osiągnięcia dla polskiego zawodnika niż uczestnictwo w takim turnieju w Polsce. Na własnej ziemi zagrać na turnieju PDC, to jest coś!

Jakie miałeś nastawienie przed wyjazdem, przed turniejem?

– Akurat urodziło się to w mojej głowie, że jedziemy, chyba trzy, cztery dni przed całym turniejem. Wahałem się, bo nie było formy. Jurek [Kobylarz, red.] mnie namówił, żeby jechać. Powiedział: „chodź, pojedziemy, będzie fajnie” i się skończyło bardzo fajnie, przynajmniej dla mnie. Wyjazd bardzo udany, trochę daleko, ale nie żałuję.

Czyli Jurek był tym głównym powodem dlaczego pojechałeś? Jemu warto dziękować?

– Powodem wyjazdu było spędzenie majówki w fajnym miejscu w gronie rodziny, znajomych, do czego, jak wspomniałem, zachęcił mnie Jurek. Podczas całego turnieju był przy mnie, motywował, zagrzewał do walki. W tym miejscu chciałbym mu podziękować.

Poświęciłeś jakiś specjalny czas na trening przed tym turniejem?

– Nie, w ogóle. Ja nie trenuję. Nie jestem takim zawodnikiem, który ma jakieś sesje treningowe, że dwie godziny rzucam, potem odpoczywam, potem rzucam. Nie, nie ma czegoś takiego. Po prostu, jak mam chęć, podejdę, rzucę sobie pięć razy do tarczy i tyle. Staram się na turniejach w miarę sobie grać między meczami.

Czy poczułeś jakiś moment słabości przez cały turniej kwalifikacyjny, pomyślałeś, że jednak może to nie jest ten dzień albo, z drugiej strony, że to jest ten dzień?

– Powiem nieskromnie, nie miałem takiego momentu przez cały turniej. Podchodziłem do każdego meczu z nastawieniem, że muszę przeciwnika zdemolować. Nie wygrać, tylko zdemolować! Jakbym wygrywał wszystkie w deciderze, to nie dość, że to by było psychicznie wykańczające, to jeszcze by to tak nie smakowało fajnie. Chyba dwa legi maksymalnie oddawałem.

Myślałeś już na kogo chciałbyś trafić? Będą same tuzy darterskie, stawka Premier League plus Stephen Bunting.

– Nie ma to znaczenia, ale, jak bym miał już kogoś koniecznie wybrać, postawiłbym na doświadczonego gracza, na przykład Wrighta.

Przez jego formę?

– Też i też przez sympatię do tego zawodnika. Do Aspinalla i van Gerwena tak samo, wydaje mi się, że są w porządku.

Czyli bardziej lubisz grać z przeciwnikami, których lubisz? Wolisz grać ze swoimi przyjaciółmi czy bardziej z takimi darterskimi wrogami?

– Zależy kiedy, jakie jest nastawienie. Jeżeli do kogoś nie pałam jakąś taką sympatią to gorzej mi się gra. Chyba każdy tak ma. Nie wiem dlaczego, ale tak jest.

Myślałeś już nad piosenką na walk on? Coś polskiego?

– Planuje wybrać piosenkę która lubię, przywołuje miłe wspomnienia, doda mi „powera” na wejściu. Chciałbym aby zabrzmiał utwór znany publiczności zebranej w hali oraz przed telewizorami, tak aby wszyscy bawili się razem ze mną – to dla mnie bardzo ważne. Myślę również nad wyborem odpowiedniego pseudonimu.

Żeby zbudować osobowość?

– Tak, bo to jest ten czas. Takie turnieje, to jest inna skala oglądalności, ogląda je cały świat.

Czy boisz się stresu, strachu przed sceną, czy w ogóle o tym nie myślisz? Jaka jest waga zdrowia mentalnego przy tarczy? Niekoniecznie na scenie.

– Staram się o tym nie myśleć, ale wiadomo, że chyba każdy by miał przed tym jakieś obawy. Na razie nie mogę sobie tego wyobrazić, że wychodzę na scenę… Widziałem jak wygląda ta hala z perspektywy sceny. To naprawdę robi wrażenie. Nigdy jeszcze nie stałem na takiej scenie. Tego się obawiam, ale myślę, że jestem tak zbudowany, że jak już sobie powiem: „co tam, jedziemy z tym tematem”, to jedziemy… Z resztą chyba ci, co mnie znają, co mnie obserwują na turniejach, to widzą, że nie mam jakichś blokad, żeby się pokazać, zrobić coś fajnego. Taki po prostu jestem. Nie potrafię się zamknąć w sobie, tylko ma być mnie wszędzie dużo (śmiech). Niektórym to odpowiada, niektórym nie. To już tak jest. Niektórych może to denerwować, ale akurat mnie to nie interesuje.

Podczas tego turnieju w Sianożętach zauważyłem, że zawsze przy Tobie był Jurek Kobylarz. Wspierał, dawał pozytywne komentarze. Ile dla Ciebie znaczy ta druga osoba koło Ciebie, która może wesprzeć nie tylko słowami, ale po prostu samą obecnością?

– My się wspieramy nawzajem jako drużyna. Znamy się kopę lat. Zawsze obecność ważnej dla mnie osoby wpływa pozytywnie. Wsparcie jest bardzo ważne. Dlatego proszę wszystkich o doping podczas turnieju w Gliwicach.

Czyli takie parę tysięcy, które sobie zakładałeś, dopingujących spełni tę rolę?

– Mam nadzieję, że będą dopingować i chyba się spełni (śmiech). Żartuję oczywiście. Są już głosy takie, że szykują się kibice, co jest bardzo fajne. Ludzie przyjadą na taki turniej, ja mogę w tym uczestniczyć i oni będą się cieszyli też z mojej obecności na scenie. Byłem w Torwarze jako kibic. Kibicowałem Łukaszowi Wacławskiemu, z którym gram w drużynie. Nie powiem, trochę patrzyłem z taką zazdrością na to, bo widziałem, że jest w kręgu największych zainteresowań. Ale to bardzo dobry kolega, wspieraliśmy się i cały czas to trwa.

To dla Ciebie kompletna abstrakcja?

– Może nie kompletna, bo wiem, że potrafię zrobić takie rzeczy! Dwie dziewiąte lotki. Nieraz sobie tak właśnie mówię, że kto jak nie ja? Jeżeli potrafię rzucić dwie dziewiąte lotki, to też potrafię coś takiego zrobić, żeby zagrać z gwiazdami.

Jacek Krupka z trofeum za wygrane kwalifikacje do PDM, foto: Marek Kubiak

“Respekt jest, ale nie mam nic do stracenia”

Wspomniałeś o dziewiątych lotkach. Wielkie, niesamowite osiągnięcie, dwa razy takiego czegoś dokonać. Byłbyś w stanie zamienić to na występ w PDM? Jakbyś miał wybrać pierwszą dziewiątą lotkę, albo nawet dwie dziewiąte lotki, albo występ w Gliwicach, na co byś postawił?

– Nie zamieniłbym. Dla mnie to porównywalne rzeczy, oczywiście w mniejszej skali, ale jest to takie osiągnięcie na polskim podwórku. Na Playersach zdarzają się trzy dziewiąte lotki, ale nie jest tak, że każdy to rzuca. W Polsce moja pierwsza dziewiąta lotka była historycznym momentem. Nie zamieniłbym tego, bo to było przeżycie i dla mnie, i dla innych. Dla moich znajomych, kolegów, rodziny… To było też przeżycie dla tych, którzy widzieli coś takiego na własne oczy. Oczywiście, te dziewiąte lotki się łączą z występem na scenie PDC. Dobra gra łączy się z taką nagrodą.

Wracając jeszcze do tej sceny, czy lubisz kamery? Czujesz się dobrze w błysku reflektorów?

– Lubię.

Podczas turnieju kwalifikacyjnego pokonałeś naprawdę wielkich zawodników: Steyer, Kciuk, też był Pałaszewski. Naprawdę trudną drogę miałeś. Nikogo się nie bałeś? Tak samo będzie w Gliwicach? Nie będzie strachu przed jakimkolwiek rywalem?

– Nie powiem tego. Myślę, że troszeczkę będzie inaczej. Respekt przed graczami jest, ale ja nie mam nic do stracenia. To jedynie oni mają coś do stracenia i to może być dla mnie plusem. Wszystko się może zdarzyć, bo to nie jest takie proste. Jest stres, na pewno jest stres.

Drugi zawodnik w tych kwalifikacjach otrzymywał rekompensatę za wpisowe na Q-School. Czy Ty czujesz, że byłbyś w stanie pojechać na właśnie taki turniej kwalifikacyjny do karty PDC i czy planujesz tam pojechać? Czy chcesz się tam sprawdzić?

– Planuję tam pojechać, ale na razie nie zdradzam szczegółów. Widzę, że trzeba się tam pojawić, to jest ten czas. Myślę, że wszystkiego trzeba próbować, bo potem zrobi za późno.

A czy byłbyś w stanie poświęcić swoje życie karierze darterskiej?

– Ciężko powiedzieć teraz. Nie myślałem nad tym jeszcze. Na razie chcę połączyć przyjemne z pożytecznym.

Nie musimy koniecznie mówić o samej karcie PDC, o byciu w tourze, ale za to o wyjazdach np. na Chalenge Tour. Czy czujesz, że byłbyś tam w stanie powalczyć albo zdobyć doświadczenie?

– Tam na pewno się zdobywa doświadczenie, na sto procent. Z każdego takiego turnieju, czy są to Challenge Toury, czy Playersy, wnioski się wysuwa i na pewno gra się potem lepiej. Średnie idą do góry, tak to działa. Grasz z kimś, kto gra na wysokich średnich, to siłą rzeczy musisz grać tak samemu.

Tak na koniec, wiemy, że w Gliwicach będą tysiące ludzi, tysiące ludzi będzie oglądać to przed telewizorami. Czy masz jakąś wiadomość do fanów?

– Zapraszam wszystkich na niesamowite widowisko jakim jest turniej PDM, tym razem z moim udziałem. Liczę na silny doping i wsparcie przed TV jak również w hali. Fajnie, żeby osoby obecne w Gliwicach bawiły się tak świetnie jak ja w tamtym roku w Torwarze. Niezależnie od wyniku. Jeśli mi się cos nie powiedzie, nie bądźcie źli, cóż, to jest sport!

Wydaje mi się, że tak nie będzie.

– Też mi się tak wydaje. Dobrze, aby ludzie nie byli zawiedzeni, bo to jest pierwszy raz. Tak, jak mówiłem, tu wchodzi wiele elementów. Stres może być większy, może zablokować, a może odwrotnie. Zresztą widzieliśmy to w Torwarze, jak grał Węgier (Nandor Major, red.). Dostał się z kwalifikacji, a zagrał słabo i nie można mieć do niego pretensji, bo się zakwalifikował, czyli nikt mu tego nie dał na talerzu. „Masz, jedź, tylko dobrze zagraj”. Po prostu trema go zjadła. Nie można powiedzieć, że jest złym zawodnikiem. Takie jest moje zdanie. Nie ma co potem takiego zawodnika hejtować. Zdarzają się głupie komentarze. Ja na nic takiego nie odpisuję, bo to nie ma sensu. Widziałem, co wypisują ludzie, którzy, podejrzewam, w ogóle nie grają w lotki, a są najmądrzejsi. Od razu by chcieli, żeby ci, co grają teraz, grali na średniej sto najlepiej. A jak coś się nie uda, to hejt “się leje”. Nie ma co na to reagować, naprawdę. Jak ktoś to robi, to tylko się to napędza. Najlepiej nie odpowiadać i zaczekać aż on się zamknie.

Czyli radzisz sobie z negatywną energią?

– Radzę sobie, nie ma problemu. To trzeba po prostu olać i tyle.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Maksymalny rozmiar przesyłanego pliku: 2 GB. Możesz przesłać: zdjęcie, audio, video, dokument, etc. Linki do YouTube, Facebooka, Twittera i innych serwisów wstawione w tekście komentarza zostaną automatycznie osadzone. Drop files here

Sponsor główny

Sklepy partnerskie

Zostań Patronem

Reklama



Rankingi






Moja Strona